Jozef Zbrodel pisze mrożące krew w żyłach rzeczy:

| Glowny inspektor nadzoru budowlanego na wniosek
| mieszkancow cofnal zgode na
| eksploatacje nowo oddanego fragmentu obwodnicy.

Qrde, tzn. od Powązkowskiej do Obozowej?


Owszem :-(((

A dlaczego?
I skąd te informacje?


Dzisiejsza "Stoleczna":
"Czy wojewoda zamknie dopiero co otwarta ul .Prymasa Tysiaclecia? Glowny
inspektor nadzoru budowlanego wycofal wlasnie pozwolenie na uzytkowanie tej
arterii
<ciach
u uzasadnieniu pisze m.in. ze inwestycje kontynuaowano mimo braku pozwolenia
na budowe
<ciach
gdyby urzednicy chcieli sie teraz twardo trzymac przepisow, ulice powinni
zamknac, a jej fragment miedzy Obozowa a Laskiem na Kole NAWET ROZEBRAC
[podkreslenie moje]
<ciach
To wlasnie jej prezes [spoldzieli mieskaniowej Kolo] zaskarzyl pozwolenie na
uzytkowanie alei. Dzis tlumaczy - nam chodzi o praworzadnosc. ZDM nie moze w
tak arogancki sposob realizowac potrzebnych miastu inwestycji. Otwierajac te
trase, prezydent Warszawy i wojewoda zaakceptowali bezprawie
<ciach
Dyrektor ZDM [...] zlosci sie ze "Gazeta" dowiedziala sie o uchyleniu
pozwolenia i bedzie o tym pisac
"

To tyle, postaralem sie zacytowac naistotniejsze fragmenty sam artykul jest
duzo dluzszy.


· 

28 sierpnia br. w Zamku Królewskim w Warszawie odbyła się uroczystość wręczania nagród i wyróżnień laureatom XII edycji Ogólnopolskiego Konkursu „Modernizacja Roku”.
Łącznie w 14 konkursowych kategoriach nominowano ok. 650 projektów. Wyłoniono z nich 144 finalistów. Wśród nich znalazły się dwa zadania z Brzegu: „Restauracja Bramy Odrzańskiej w Parku nad Odrą” oraz „Modernizacja budynku mieszkalnego ul. Piastowska 34”.
Na uroczystości w Warszawie obecni byli wiceburmistrz Brzegu Artur Kotara oraz Andrzej Moryl – dyrektor Zarządu Nieruchomości Miejskich w Brzegu.
- Co prawda nie zdobyliśmy głównej nagrody, ale samo dotarcie do finału jest dla nas bardzo dużym sukcesem – mówi wiceburmistrz Artur Kotara. – Tym bardziej, że konkurencja była spora.
Konkurs „Modernizacja Roku 2007” odbywał się pod merytorycznym patronatem Ministerstwa Infrastruktury, Ministerstwa Sportu i Turystyki, Ministerstwa Zdrowia, Generalnego Konserwatora Zabytków oraz Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego.
Sławomir Mordka
Rzecznik prasowy Urzędu Miasta w Brzegu

W piątek 26.10.2007 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie postanowieniem wstrzymał wykonanie decyzji Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego w przedmiocie pozwolenia na budowę obwodnicy Augustowa w części dotyczącej obszarów chronionych programem "Natura 2000" położonych w obszarze projektowanej inwestycji.
Postanowienie to nie jest prawomocne i pewno będzie zaskarżone do Naczelnego Sądu Administracyjnego, ale jest duża szansa, że zostanie utrzymane. W każdym razie inwestycja na obszarach "Natura 2000" na razie nie ruszy.
Niedługo w internecie powinno ukazać się uzasadnienie tego orzeczenia Sądu. Jak się ukaże podam link do poczytania.
Ps. Dodam tylko, że to orzeczenie nie kończy jeszcze tej sprawy.

jak odczułem złośliwość i okrucieństwo państwa opiekuńczego, które zajmuje sie wszystkim. Skończyłem Melioracje Wodne na SGGW w Warszawie w 1980 - byłem kierownikiem budowy i np w 1988 prowadziłem koparki sygnałem laserowym. Po przemianach solidarnościowych przebranżowiłem sie i zbudowałem ok 20 km dróg i ulic jako kier robot. w 1999 wpłaciłem kilkaset zł na uprawnienia budowlane, ale złośliwe, ciemne urzędniczki przetrzymywały 4 lata mimo korzystnego dla mnie odwołania Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego - a teraz praca na budowie bez uprawnień zagrożona więzieniem. Każdy, kto powie, że to Państwo liberalne wyzwę na pojedynek, ze jest kłamcą lub pięknoduchem

· 

Warszawa 2006.08.10
Główny Urząd Nadzoru Budowlanego
Departament Prezydialny
DPE/Inn/052/1270/06
GZA
Pan Zdzisław Lewiński
Powiatowy Inspektorat Nadzoru Budowlanego
Ul. Kolejowa 32, 19-400 Olecko

Departament Prezydialny w Głównym Urzędzie Nadzoru Budowlanego przekazuje w załączeniu na podstawie art. 231 Kodeksu postępowania administracyjnego skargę (z dnia 2.08.2006 roku nr rej. GUNB 21638/06) Pana Zbigniewa Sienkiewicza

W sprawie placu zabaw w parku w Olecku

-według właściwości
-do merytorycznego załatwienia

O sposobie załatwienia sprawy prosimy powiadomić, kopią odpowiedzi udzielonej Skarżącemu, Departament Prezydialny.

Z poważaniem:
p.o. Dyrektora Departamentu Prezydialnego
Grzegorz Ziomek

Za http://remonttunelu.pl :

Komunikat prasowy
Wykonawca remontu tunelu usunięty z placu budowy.
Pociągi pojadą w poniedziałek rano.

PKP Polskie Linie Kolejowe SA informuje, że w dniu dzisiejszym o
godzinie 14.00 pracownicy konsorcjum Warszawa - wykonawcy modernizacji
tunelu linii średnicowej w Warszawie zostali usunięci z placu budowy.
PKP PLK S.A. informuje również, że uzyskano decyzję o dopuszczeniu
tunelu do użytkowania wydaną przez Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru
Budowlanego, a pierwsze pociągi ruszą 15 stycznia 2007 roku (w
poniedziałek) o godzinie 4 rano.

„Nie uważaliśmy za stosowne informowanie szerokiej opinii publicznej o
nieprawidłowościach ze strony firmy Polimex-Mostostal i o naszym
konflikcie z tą firmą, ponieważ dla nas najważniejsze było zakończenie
robót i rozpoczęcie przewozu pasażerów. Jednakże okoliczności, które
zaszły w dniu wczorajszym zmusiły nas do podjęcia tej radykalnej
decyzji. Wczoraj bowiem, podczas negocjacji, wykonawca groził nam
blokadą tunelu, w przypadku niespełnienia jego nieuzasadnionych roszczeń
finansowych” – powiedziała Agnieszka Safuta-Pawlak, członek zarządu PKP
PLK SA.

W tej chwili teren budowy został zabezpieczony przez służby SOK, zaś
ekipy PKP PLK S.A. prowadzą ostatnie prace porządkowe i wykończeniowe. W
ciągu następnych dni odbędą się również przejazdy próbne pociągów tunelem.

Oddawany do użytku tunel średnicowy spełnia europejskie standardy
funkcjonalności  i bezpieczeństwa.

Dotychczasową drewnianą nawierzchnię, która pozwalała na jazdę z
prędkością 20 km/h zastąpiono bezpieczną, niepalną konstrukcją,
umożliwiającą wygodną jazdę z prędkością 60 km/h. Przejazd między
Dworcem Wschodnim a stacją Warszawa Włochy skróci się o 5 minut. Pociągi
będą mogły jeździć co 3, a nie jak dotąd co 5 minut. Zainstalowano nowy
wodociąg przystosowany do błyskawicznego użycia w przypadku pożaru.
Strop i izolację zabezpieczono ognioodpornym materiałem.

„Bezpieczeństwo podróżnych to nasz główny priorytet. Dlatego też jako
inwestor czujemy się odpowiedzialni za prawidłowy przebieg prac. Jednak
zarówno wydarzenia ostatnich dni, jak i wdrożone przez nas postępowanie
jednoznacznie wykazują, że za opóźnianie otwarcia tunelu odpowiada
wykonawca” – dodała Agnieszka Safuta-Pawlak.

Krzystof Łańcucki
Rzecznik Prasowy PKP PLK SA


Witam,

- teren pod piwożłopnie udostępnił prezes ,,Skry" p.Boguta zresztą
radny miasta st.W-wy,


Coś mi sie jednak po głowie turkocze, że właścicielem terenu jest miasto.
Być może nie wybudowanego stadionu, ale placu.
trudnoi, że pan prezes Skry jest radnym.
Urząd nie powinien zwracać uwagi na tą funkcję.

tłumacząc, że musi z czegoś utrzymywać klub (


To jego problem jako prezesa.
Jeśli próbuje ratować sposobami, które skutkują kolizją z prawem, no to
przepraszam, ale należą się klapsy

tyle, że klub jest zadłużony po uszy i nie płaci miastu - czy warto
na siłę utrzymywać go ?


A to juz inna sprawa.
Nie płaci od ilu? 17 lat?
Może trzeba klub zlicytować? Sprzedać? Komuś kto potrafi przywrócić mu
świetność?
Ale nie metodą podzierżawiania placu i organizowania giełdy (zresztą niezbyt
udolnie)
Byłem tam niedawno i uważam, że ten kto dopuścił do takiego zniszczenia ten
obiekt sportowy powinien za karę własnymi rękami sam go odbudować :(

- koncesję na alkohol posiada tylo jeden z dziewięciu barów - reszta
sprzedaje go nielegalnie - to sprawa dla policji i prokuratora, które
nie podlegają Prezydentowi Miasta


Jasne.
ALe pieniążki na KSP miasto daje?
Rajt jest prosty:
Nie działacie jak należy - nie ma kasy.
Gwarantuję ogień i dym.

- decyzję o rozbiórce podjąć może jedynie Powiatowy Inspektor Nadzoru
Budowlanego ( zwracam uwagę na przymiotnik ,,powiatowy" - czyli to
administracja rządowa), który ma z tym kłopoty ( drugi rok już myśli)


Obawiam się, że ten "powiatowy" to tylko ma po to by zaznaczyć jego
kompetencje administracyjne (obszar działania)
Raportuje on (podlega) Wojewódzkiemu a ten Głownemu Inspektorowi Nadzoru
Budowlanego.
Wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego jest organem wyższego stopnia w
stosunku do powiatowego inspektora nadzoru budowlanego (art.83 ust.2)
Więc jeśli powiatowy nie może to trzeba dusić wojewódzkiego i.t.d.
Warszawa to nie Pcim Dolny (z całym szacunkiem dla Pcimia) i wszyscy na nas
patrzą.

BTW.
Warszawa to miasto na prawach powiatu, gdzie starostą jest prezydent miasta.
Więc nie ma on żadnego przełożenia na powiatowego inspektora? ;)

Pozdrawiam
Szuwaks



http://remonttunelu.pl/


Wykonawca remontu tunelu usunięty z placu budowy.
Pociągi pojadą w poniedziałek rano.

PKP Polskie Linie Kolejowe SA informuje, że w dniu dzisiejszym o
godzinie 14.00 pracownicy konsorcjum Warszawa - wykonawcy modernizacji
tunelu linii średnicowej w Warszawie zostali usunięci z placu budowy.
PKP PLK S.A. informuje również, że uzyskano decyzję o dopuszczeniu
tunelu do użytkowania wydaną przez Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru
Budowlanego, a pierwsze pociągi ruszą 15 stycznia 2007 roku (w
poniedziałek) o godzinie 4 rano.

‼Nie uważaliśmy za stosowne informowanie szerokiej opinii publicznej o
nieprawidłowościach ze strony firmy Polimex-Mostostal i o naszym
konflikcie z tą firmą, ponieważ dla nas najważniejsze było zakończenie
robót i rozpoczęcie przewozu pasażerów. Jednakże okoliczności, które
zaszły w dniu wczorajszym zmusiły nas do podjęcia tej radykalnej
decyzji. Wczoraj bowiem, podczas negocjacji, wykonawca groził nam
blokadą tunelu, w przypadku niespełnienia jego nieuzasadnionych roszczeń
finansowych” – powiedziała Agnieszka Safuta-Pawlak, członek zarządu PKP
PLK SA.

W tej chwili teren budowy został zabezpieczony przez służby SOK, zaś
ekipy PKP PLK S.A. prowadzą ostatnie prace porządkowe i wykończeniowe. W
ciągu następnych dni odbędą się również przejazdy próbne pociągów tunelem.

Oddawany do użytku tunel średnicowy spełnia europejskie standardy
funkcjonalności  i bezpieczeństwa.

Dotychczasową drewnianą nawierzchnię, która pozwalała na jazdę z
prędkością 20 km/h zastąpiono bezpieczną, niepalną konstrukcją,
umożliwiającą wygodną jazdę z prędkością 60 km/h. Przejazd między
Dworcem Wschodnim a stacją Warszawa Włochy skróci się o 5 minut. Pociągi
będą mogły jeździć co 3, a nie jak dotąd co 5 minut. Zainstalowano nowy
wodociąg przystosowany do błyskawicznego użycia w przypadku pożaru.
Strop i izolację zabezpieczono ognioodpornym materiałem.

‼Bezpieczeństwo podróżnych to nasz główny priorytet. Dlatego też jako
inwestor czujemy się odpowiedzialni za prawidłowy przebieg prac. Jednak
zarówno wydarzenia ostatnich dni, jak i wdrożone przez nas postępowanie
jednoznacznie wykazują, że za opóźnianie otwarcia tunelu odpowiada
wykonawca” – dodała Agnieszka Safuta-Pawlak.

Krzystof Łańcucki
Rzecznik Prasowy PKP PLK SA


http://gospodarka.gazeta....81,4640273.html

Wraca spór o Rospudę. Obwodnicy jednak nie będzie?
ask, PAP
2007-11-04, ostatnia aktualizacja 2007-11-04 15:05

Blisko stu mieszkańców Augustowa zablokowało w niedzielę na kilka godzin przejazd przez miasto, protestując przeciwko decyzji sądu administracyjnego o wstrzymaniu wykonania pozwolenia na budowę obwodnicy tego miasta przez dolinę rzeki Rospudy. Organizator demonstracji - Obywatelski Komitet Obrony Budowy Obwodnicy Augustowa domaga się by nowy rząd jak najszybciej zajął się sprawą.

Postanowienie (na razie nieprawomocne) o wstrzymaniu wykonania pozwolenia na budowę wydał tydzień temu Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Według sądu dalsze prowadzenie prac budowlanych może bowiem doprowadzić do trudnych do odwrócenia skutków, zwłaszcza w obszarach chronionych.

Przebiega przez nie jedna trzecia 17-km obwodnicy, do której zastrzeżenia ma również Komisja Europejska. Na jej wniosek legalnością inwestycji zajmuje się także Europejski Trybunał Sprawiedliwości. W sierpniu rząd postanowił, że do czasu wydania przez niego wyroku nie będzie prac na terenach chronionych.

W piątek polscy sędziowie, zawieszając pozwolenie na budowę, orzekli, że to wstrzymanie prac zależy wyłącznie od dobrej woli inwestora, i że trzeba je wzmocnić sądowym nakazem. Decyzja WSA nie jest prawomocna.Odwołać się od niej w ciągu tygodnia może Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego, który uprawomocnił w maju pozwolenie na budowę.- Na razie nic do nas jeszcze nie dotarło, trudno mi więc powiedzieć, jaka będzie decyzja inspektora - mówiła białostockiej GW w ugbiegłym tygodniu Ilona Szymańska, rzecznik GINB.Inwestor - Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad - ustami swego rzecznika Andrzeja Maciejewskiego zapowiada, że podporządkuje się ewentualnej decyzji sądu. Budimex-Dromex, wykonawca wartej ponad 500 mln zł inwestycji, zapewnia, że w razie otrzymania poleceń od inwestora może budowę wstrzymać dosłownie z dnia na dzień. Obecnie prace prowadzone są na północ i południe od doliny Rospudy i otaczających ją lasów. Polegają głównie na wyrównywaniu terenu i usypywaniu żwirowej podbudowy trasy.

Typowany na ministra środowiska w nowym rządzie Stanisław Żelichowski proponuje powrócić do planów i sprawdzić czy można znaleźć jakiś kompromis, który zadowoli zarówno mieszkańców Augustowa jak i pozwoli przekonać Komisję Europejską do zasadności budowy obwodnicy przez Dolinę Rospudy. Jedno jest pewne obwodnica nie powstanie szybko, a nowy rząd będzie musiał rozwiązać konflikt.

do tego dorzucę jeszcze: http://miasta.gazeta.pl/w...62,4363965.html

Wbrew zapowiedziom budowa przedłużenia trasy Armii Krajowej z Powązek do wylotówki na Poznań nie zacznie się w tym roku. Właśnie uchylono pozwolenie na budowę arterii.

- Już mam tego dość. Chyba żadna droga nie powstanie, bo wszystko będzie oprotestowane - tak na informację o uchylenie pozwolenia na budowę zareagował Wojciech Dąbrowski, szef Generalnej Dyrekcji Krajowych i Autostrad na Mazowszu. O nowych kłopotach dowiedział się od "Gazety".

Nowy odcinek Trasy AK ma się zaczynać się przy Cmentarzu Wojskowym na Powązkach - w miejscu, gdzie arteria zakręca w kierunku Woli. Stąd będzie biec w stronę Jelonek, a następnie w Morach pod Warszawą przetnie wylotówkę na Poznań i dotrze do Konotopy, gdzie według obietnic ministra transportu Jerzego Polaczka w 2010 ma zostać dociągnięta autostrada A2. Teraz pojawiła się groźba, że nie będzie można z niej zjechać.

Uchylenie pozwolenia oznacza, że budowa arterii nie zacznie się w tym roku.

Po skardze spółdzielni mieszkaniowych z Bemowa główny inspektor nadzoru budowlanego wytknął błędy w wydanym przez wojewodę pozwoleniu na budowę. Zabrakło w nim oznaczeń ewidencyjnych działek, po których ma przebiegać droga. Okazało się, że w chwili składania wniosku o wydanie pozwolenia drogowcy nie przedstawili wszystkich dokumentów potwierdzających wykupienie gruntu. Uchylone pozwolenie dotyczyło połowy planowanej trasy - od Lazurowej do Powązek. Trudno jednak będzie budować także drugą część, bo całą inwestycję ma realizować jedna firma, która musi przetransportować gigantyczne ilości ziemi z planowanych na Jelonkach wykopów na nasypy estakad na granicy Warszawy. Koszt prac szacowany jest na ok. 1,5 miliarda złotych. Drogowcy zapowiadają, że jak najszybciej uzupełnią dokumentację, ale na nowe pozwolenie na budowę trzeba będzie czekać nawet kilka miesięcy.

Ale jest jeszcze Sąd.

Sąd: całkowicie zatrzymać budowę obwodnicy Augustowa
Jakub Medek, Białystok 2007-10-30

Wstrzymanie inwestycji, która zniszczyć ma Dolinę Rospudy, nakazał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie. Jeśli przez tydzień Główny Inspektor Nadzoru budowlanego się nie odwoła, prace staną.

Sąd na wniosek kilku organizacji pozarządowych i rzecznika praw obywatelskich bada, czy pozwolenie na budowę obwodnicy zostało wydane zgodnie z prawem.

Nie wiadomo, kiedy wyda wyrok. Jednak w piątek postanowił, że do tego czasu prac przy obwodnicy Augustowa prowadzić nie wolno. I to nie tylko na obszarach chronionych. Sędziowie uzasadniają, że budowa może mieć trudne do odwrócenia skutki, zwłaszcza na obszarach chronionych. Przebiega przez nie jedna trzecia 17-kilometrowej inwestycji, do której zastrzeżenia ma Komisja Europejska. Na jej wniosek legalnością inwestycji zajmuje się Europejski Trybunał Sprawiedliwości.

W sierpniu premier Kaczyński ogłosił, że do wydania wyroku przez Trybunał prace na terenach chronionych prowadzone nie będą.

WSA uznał, że decyzja premiera to za mało i trzeba ją wzmocnić sądowym nakazem, który obejmie nie tylko obszary chronione.

Decyzja WSA nie jest prawomocna. Odwołać się od niej może główny inspektor nadzoru budowlanego, który uprawomocnił pozwolenie na budowę obwodnicy.

- Jeszcze nic do nas nie dotarło, trudno więc powiedzieć, jaka będzie decyzja inspektora - mówi Ilona Szymańska, rzecznik GINB.

Rzecznik inwestora, czyli Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, Andrzej Maciejewski zapewnia: - Podporządkujemy się decyzji sądu.

Aktualnie na kilkunastu kilometrach planowanej obwodnicy wyrównywany jest teren. To odcinki położone na północ i południe od chronionej Doliny Rospudy.

Burmistrz Augustowa Leszek Cieślik, który dostał się do Sejmu z listy PO, mówi: - W Polsce przy pomocy kruczków prawnych w nieskończoność można przeciągać każdą budowę. Ale logika zwycięży. Może i z poślizgiem, ale ta obwodnica w końcu powstanie tam, gdzie ją zaplanowano.

Źródło: Gazeta Wyborcza

www



Wojewoda czeka na sąd

Wojewoda miał odpowiedzieć, czy podziela zdanie kieleckiego magistratu i cofnie pozwolenie na budowę dla inwestycji przy ulicy Langiewicza.

Odpowiedzi nie udzielił, bo poczeka aż wypowie się sąd. To kolejne miesiące niepewności.

W lutym miejscy urzędnicy cofnęli pozwolenie na budowę dla bloku przy ul. Langiewicza i Małej Zgody - inwestycji Kieleckiej Grupy Inwestycyjnej. Stało się to na skutek protestu sąsiada, który widząc, że budynek wielorodzinny zamienia się w trzypiętrowy blok, zaczął protestować. Wskutek tego Kolegium Odwoławcze dwukrotnie wytknęło miejskim urzędnikom rażące naruszenie prawa przy wydawaniu decyzji o warunkach zabudowy. Plany stały się nieważne, inwestycję wstrzymano. Od tej decyzji miasta, inwestor odwołał się do wojewody.

Na barkach sądu

Urzędowe przepychanki nie spodobały się inwestorowi i przyszłym lokatorom, którzy tydzień temu interweniowali u wojewody, pisali do Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka i rzecznika praw obywatelskich. Być może decyzja wojewody, to skutek ich działań. Jednak rzeczniczka wojewody tego nie potwierdza.
- Nie wydaliśmy decyzji ostatecznej, ponieważ zawiesiliśmy postępowanie odwoławcze do czasu rozstrzygnięcia sprawy przez Wojewódzki Sąd Administracyjny - informuje Anna Żmudzińska-Salwa, rzeczniczka wojewody. Końcowa decyzja wojewody uzależniona jest od tego, co postanowi sąd.

Kielecka Grupa Inwestycyjna złożyła skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Kielcach. Tymczasem Andrzej Jagiełło, prezes tego sądu, kupił jedno z mieszkań w bloku przy ul. Langiewicza. W rozmowie z dziennikarzem zarzekł się, że jeśli sprawa trafi do niego, wycofa się. I tak też się stało. - Kieleccy sędziowie złożyli oświadczenia o wyłączenie ich ze sprawy, sprawa trafiła do Naczelnego Sądu Administracyjnego - mówi prezes sądu.

Zadowolony inwestor

Zbigniew Kraszewski, prezes zarządu Kieleckiej Grupy Inwestycyjnej przyznaje, że cieszy się z postanowienia wojewody, który zatrzymał lawinę rozstrzygnięć negatywnych dla KGI. - Moim zdaniem sprawa ta nie powinna w ogóle trafić do urzędników wojewody, należało ją zakończyć w magistracie - mówi prezes KGI.

Teraz zarząd KGI zastanawia się co zrobi, czy będzie dalej budować, czy poczeka na ostateczny wyrok sądu. - Nie wiemy, czy budynek oddamy lokatorom. To duże ryzyko, bo nie wiadomo, jaki wyrok wyda sąd - zastanawia się Zbigniew Kraszewski.
Z decyzji wojewody najbardziej niezadowolony jest protestujący sąsiad, który uważa, że urzędnicy ewidentnie nie przestrzegają prawa. I już zapowiedział, że na postanowienie wojewody złoży zażalenie do głównego inspektora nadzoru budowlanego w Warszawie.

Ponieważ Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego odmówił wszczęcia postępowania Stowarzyszenie złożyło skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie.

Trzeba pisać do Prezydenta, bo czas wyborczy nam sprzyja. Wiadomo, każdy głos pełnoletniego obywatela się liczy.

A jeśli chodzi o prasę to jeszcze lepszy text niż w GW ukazał się w dzisiejszym "Życiu Warszawy".

Kontrowersje wokół nowego stadionu Polonii

Modernizacja trybuny głównej stadionu Polonii Warszawa może się opóźnić. Pomysł wykonania tej inwestycji zgodnie z obecnym projektem kwestionują władze stołecznego sportu.

Rozstrzygnięcie przetargu na modernizację trybuny głównej (m.in. budowa zadaszenia i pawilonu socjalnego) planowano na połowę października. Zgodnie z obecnym projektem, inwestycja miała kosztować ok. 20 milionów złotych. Większość środków (13 milionów) pochodziłaby z budżetu miasta. Jak się jednak okazuje, inwestycja może stanąć pod znakiem zapytania.
„Dotarła do nas szokująca informacja, że dyrektor miejskiego Biura Sportu Artur Piłka i dyrektor Warszawskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji Tomasz Lipiec wystąpili z oficjalnym żądaniem zaprzestania modernizacji trybuny głównej stadionu Polonii” – to początek treści ulotki, rozdawanej podczas sobotniego meczu z Górnikiem Łęczna. „Bezceremonialne żądane Piłki i Lipca traktujemy jako brutalny zamach na blisko 100-letnią tradycję piłkarską naszego Klubu” – czytamy dalej w oświadczeniu.

– W piśmie do dyrektora Biura Inwestycji Sławomira Zawadzkiego wspomniani panowie kwestionują zasadność decyzji prezydenta Lecha Kaczyńskiego i Rady Warszawy z 30 września 2004 roku o realizacji tej inwestycji. Swoje żądanie argumentują głównie tym, iż średnia frekwencja na meczach Polonii wynosi rzekomo tylko 1600 widzów, zaś nowe obiekty będą służyć prywatnej spółce piłkarskiej KSP Polonia SSA – informuje Jacek Kamiński ze Stowarzyszenia Stadion Polonia.

– Otrzymaliśmy do wglądu dokumentację wykonawczą projektu modernizacji, którą przekazaliśmy naszemu inspektorowi nadzoru budowlanego. Mamy sporo uwag. Na razie nie chcę mówić o szczegółach – odpowiada tajemniczo Tomasz Lipiec, któremu od sierpnia podlegają obiekty Polonii. – Proszę nas źle nie zrozumieć. Nie torpedujemy pomysłu modernizacji. Wiemy, że ten obiekt, będący w stanie ruiny, potrzebuje każdej inwestycji. Każdej, ale rozsądnej. Wkrótce poinformujemy opinię publiczną o konkretnych powodach naszych działań. Najpierw jednak spotkamy się z władzami Warszawy – dodaje Lipiec.

Data: 2005-10-04

MACIEJ BIAŁEK

Osiedle mieszkaniowe Skorosze III zdobyło Nagrodę II Stopnia w Kategorii "Budownictwo mieszkaniowe wielorodzinne". Organizatorem Konkursu PZITB "Budowa roku 2002" są :
    * Polski Związek Inżynierów i Techników Budownictwa
    * Ministerstwo Infrastruktury
    * Urząd Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast
    * Główny Urząd Nadzoru Budowlanego

Uroczystość wręczenia nagród odbyła się 13 czerwca 2003 w hotelu "Marriott". Nagrodę odbierał prezes EBEJOT, który zaprosił panią prezes Zarządu Wspólnoty jako przedstawiciela inwestorów.

Przedmiotem konkursu były obiekty budowlane lub proces inwestycyjny ze wszystkich rodzajów budownictwa, których realizacja została zakończona nie później niż do końca pierwszego kwartału 2003 roku. W katalogu nagrodzonych budów, nasze osiedle zostało opisane w następujący sposób:

Cytat:Osiedle mieszkaniowe Skorosze III Warszawa-Ursus Developer i generalny wykonawca: Przedsiębiorstwo Inwestycyjno-Budowlane EBEJOT Sp. z o.o. Warszawa
Kierownik budowy: tech. Jerzy Orłowski, Inspektor nadzoru: inż. Andrzej Wojtyński, Główni projektanci: mgr inż. arch. Marek Górka, mgr inż. arch. Marek Rytych, mgr inż. arch. Paweł Orłowski (architektura), inż. Witold Rybiński (konstrukcja)

Budowę do Konkursu zgłosił developer i generalny wykonawca.

Zespół 4 budynków mieszkalnych usytuowano w Warszawie przy ulicy Skoroszewskiej i Chełmońskiego. Powierzchnia zabudowy obiektów wynosi 4400 m2, powierzchnia użytkowa 21 980 m2, a kubatura 81 000 m3. Budynki wykonano o konstrukcji tradycyjnej. Stopy, ławy fundamentowe i ściany nośne wewnętrzne są żelbetowe monolityczne. Ściany zewnętrzne osłonowe wykonano z pustaków ceramicznych grubości 25 cm, działowe z pustaków ceramicznych lub z płyt gipsowo-kartonowych na stelażu metalowym. Stropy są żelbetowe monolityczne. Ocieplenie ścian zewnętrznych wykonano ze styropianu. Na pokrycie dachu zastosowano papę zgrzewalną. Budynki wyposażono w niezbędne instalacje sanitarne, gazowe i elektryczne. Obiekty są dostosowane do potrzeb osób niepełnosprawnych. Osiedle składające się z 4 budynków ma 380 mieszkań. Układ przestrzenny osiedla pozwolił na wygospodarowanie dużych powierzchni przeznaczonych na zieleń i place zabaw dla dzieci. Standard mieszkań jest podwyższony w stosunku do średniego (tynki gipsowe, klatki schodowe i balkony wykończone gresem, stolarka okienna drewniana itp.). Budynki zrealizowano w ciągu 27 miesięcy.

pozdrowienia
drc

Przeniosę tu z tematu : Jaka polityka ekonomiczna ?

Odczułem złośliwość i okrucieństwo państwa opiekuńczego, które zajmuje sie wszystkim. Skończyłem Melioracje Wodne na SGGW w Warszawie w 1980 - byłem kierownikiem budowy i np w 1988 prowadziłem koparki sygnałem laserowym. Po przemianach solidarnościowych przebranżowiłem sie i zbudowałem ok 20 km dróg i ulic jako kier robot. w 1999 wpłaciłem kilkaset zł na uprawnienia budowlane, ale złośliwe urzędniczki przetrzymywały 4 lata mimo korzystnego dla mnie odwołania Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego - a teraz praca na budowie bez uprawnień zagrożona więzieniem. Każdy, kto powie, że to Państwo liberalne wyzwę na pojedynek, ze jest kłamcą lub pięknoduchem.

I tak straciłem pracę 2400 do 3500 ty miesięcznie netto. Gdy uprawnienia przeszły do Izby Inżynierów dałem skargę do NSA na bezczynność Wojewody Mazowieckiego, na to dyrektor wydziału, że wszystko w porządku, tylko odpowiedzialna osoba odłożyła omyłkowo moje akta ds załatwionych, ale ta Osoba w zw. ze zmianami organizacyjnymi już nie pracuje. Nie w porządku, bo nieograniczone możliwości awansu zawodowego nie powrócą, utracone zdrowie też. To efekty Państwa Opiekuńczego, które wszystkim sie chce zajmować ...

Izba Inżynierów wezwała mnie 14 maja `03 na egzamin o uprawnienia, więc wszelkie złośliwe i bezkompromisowe utrudnienia ze strony Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego były niepotrzebne i karygodne. Urząd okradł mnie z czasu i zdrowia, zatrzymał karierę zawodową, niesłusznie odebrał jedyny majątek - dyplom inżyniera. Dodatkowo okradł mnie z pieniędzy, bo w sytuacji, gdy miewałem kilka groszy w kieszeni musiałem zapłacić ponownie dwie raty wpisowego. Państwo opiekuńcze, czy złośliwe ?

tu troszke wiecej:
http://www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_031202/kraj/kraj_a_2.html

Afera z wyłudzeniem środków z funduszu Phare w Wielkopolsce
"Wyremontowali" stacje kolejowe

Jerzy B., dyrektor ds. inwestycji Generalnej Dyrekcji PKP, został wczoraj
zatrzymany przez policjantów z poznańskiego Centralnego Biura Śledczego.
Chodzi o wyłudzenie kilkudziesięciu milionów zł ze środków europejskiego
funduszu Phare.

Akcja Centralnego Biura Śledczego rozpoczęła się już w niedzielę. Oprócz
dyrektora Jerzego B., w ręce policji wpadło jeszcze 31 osób - wśród nich
dwaj inni dyrektorzy z warszawskich PKP i spółki córki PKP Polskie Linie
Kolejowe oraz trzej inspektorzy nadzoru, którzy z ramienia kolei odbierali
wykonanie robót, przeprowadzonych na stacjach kolejowych na trasie
Warszawa - Rzepin. Pozostali to wykonawcy i podwykonawcy prac
modernizacyjnych. Większość z nich to mieszkańcy Wielkopolski, ale wśród
zatrzymanych znalazły się również osoby z Gdańska, Katowic i Lublina.

- Kilkunastu osobom zostały już przedstawione zarzuty oszustwa na dużą sumę
pieniędzy - mówi Mirosław Adamski, rzecznik poznańskiej Prokuratury
Okręgowej.

Dyrektorowi Jerzemu B. prokuratura nie przedstawiła jeszcze zarzutów, ale
policja podejrzewa go o współudział w wyłudzeniu pieniędzy pochodzących ze
środków funduszu Phare, które miały być przeznaczone na modernizację stacji
kolejowych.

Śledztwo zostało wszczęte w lutym 2002 r. Policjanci z poznańskiego CBŚ
ustalili wówczas, że Janusz P., właściciel firmy Prombud z Czerniejewa,
wystawił kilkaset fikcyjnych faktur, które dotyczyły robót
remontowo-budowlanych w budynkach na dworcach kolejowych na trasie
Warszawa - Rzepin.

- Tymczasem firma ta nie wykonywała w tych obiektach żadnych prac, a
faktury zostały wystawione po to, by wyłudzić pieniądze - mówią policjanci.

Początkowo zarzuty przedstawiono 10 osobom. Byli to głównie podwykonawcy
firmy Alsecco - jednego z dwóch przedsiębiorstw, które wygrywały przetargi
na remonty stacji kolejowych.

Mechanizm przestępstwa był następujący: środki, którymi dysponował Komitet
Integracji Europejskiej, w określonej kwocie przekazane zostały najpierw
PKP, a następnie rozdzielono je na poszczególne okręgowe dyrekcje kolei.
Wielkopolska Okręgowa Dyrekcja PKP zleciła wykonanie modernizacji i
remontów na 16 stacjach kolejowych dwóm wykonawcom, którzy wygrali
przetargi. Jednym z nich było wspomniane wcześniej Alsecco Rafała W.
Przedsiębiorstwo wynajmowało podwykonawców, którzy po wykonaniu
kosmetycznych napraw wystawiali rachunki na sumy wahające się od 50 do 800
tys. zł. Pieniądze najprawdopodobniej szły do podziału - mówią policjanci.

Funkcjonariuszom z poznańskiego CBŚ udało się udokumentować do tej pory
wyłudzenie 5 mln zł. Do przeanalizowania zostały tysiące dokumentów. Trzeba
jeszcze powołać biegłych. - To dopiero początek góry lodowej - zapowiadają.


http://miasta.gazeta.pl/warszawa/1,34862,3797027.html

Krzysztof Śmietana2006-12-15, ostatnia aktualizacja 2006-12-15 21:24
Zawirowań z remontem kolejowego tunelu średnicowego ciąg dalszy. Straż
pożarna wytyka brak wielu zabezpieczeń. Nie wiadomo, czy tunel zostanie
otwarty w poniedziałek, tak jak ostatnio zapowiadano.
Choć prace w tunelu trwały prawie pół roku, budowla nie spełnia wymagań
strażaków. Według nich nie przygotowano wielu zabezpieczeń przewidzianych w
projekcie. Po kontroli przeprowadzonej na początku grudnia przedstawili długą
listę zaniedbań: między tunelem podmiejskim i dalekobieżnym nie zamontowano
ogniotrwałych drzwi; brak odpowiedniej wentylacji; nie ma oświetlenia
ewakuacyjnego; brak odpowiednich hydrantów przeciwpożarowych i łączności dla
ekip ratowniczych.

- Jeśli w tunelu wybuchłby pożar, ratowanie ludzi byłoby utrudnione. O tym,
czy dopuścić tam ruch pociągów, muszą zdecydować inspektorzy nadzoru
budowlanego - mówi asp. Piotr Tabencki, rzecznik warszawskiej straży pożarnej.

Wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego spotkał się wczoraj w sprawie tunelu
z kolejarzami. - Przyznali, że nie wszystko zostało jeszcze zrobione, ale
tłumaczą, że to dopiero połowa remontu. Zakończy się, gdy będzie
zmodernizowana część dla pociągów dalekobieżnych. Teraz sytuację można
porównać do remontowanej ulicy, na której mimo prac jeżdżą samochody - mówi
inspektor Jerzy Putkiewicz. Nie wydał jeszcze pozwolenia na użytkowanie, ale
uznał, że to kolej powinna zdecydować, czy już teraz można otworzyć tunel.
Szefowie spółki PKP Polskie Linie Kolejowe wczoraj do późnego wieczoru
naradzali się w tej sprawie, ale decyzji nie podjęli.

Ryszard Bandosz z mazowieckiego oddziału Polskich Linii Kolejowych twierdzi,
że zarzuty strażaków są wyolbrzymione. - Stan bezpieczeństwa w tunelu po
remoncie znacznie się poprawił, m.in. ściany zostały pokryte specjalną
substancją niepalną, nie ma już drewnianych podkładów ani łatwo palnych
kabli - zaznacza. - Ogniotrwałe drzwi, które będą oddzielać tunel podmiejski
od dalekobieżnego, pojawią się w pierwszym kwartale przyszłego roku. Megafony
w tunelach będą zamontowane w styczniu. Na pewno już teraz są tam sprawne
hydranty, zaś łączność zapewnia system kolejowy - mówi Ryszard Bandosz.

Według Marcina Gesinga z firmy Polimex-Mostostal, która jest głównym
wykonawcą prac, dopiero w przyszłym tygodniu zostaną w tunelu zamontowane
wentylatory. Tyle czasu kazał czekać na dostawę producent. Polimex-Mostostal
miał zwracać się do projektanta o zgodę na zamontowanie wentylatorów innej
firmy, która mogłaby o wiele wcześniej je dostarczyć, ale takiej zgody nie
uzyskał.

W sobotę kolejarze mają zdecydować, czy tunel zostanie otwarty w
poniedziałek, czy nie. Jeśli pozostanie zamknięty, dziesiątki pociągów
podmiejskich nadal mają kursować na trasach skróconych.


Wyjaśnienia KGP

Edit Marfu: Bo zniknie... Daje calosc

Komenda Główna Policji zaprzecza, aby komendom wojewódzkim polecono zbierać informacje o organizacjach ekologicznych lub bezpośrednio o ekologach w związku z protestami dotyczącymi budowy obwodnicy Augustowa w dolinie Rospudy.
Zapewnia, że chodzi jedynie o sprawdzenie informacji o ewentualnych zagrożeniach.

Piątkowy "Dziennik" napisał, że do 16 komend wojewódzkich i komendy stołecznej policji trafiło polecenie szefa policji Konrada Kornatowskiego, aby rejestrować i rozpracowywać ekologów w całym kraju. Według gazety, "pod lupą" mają znaleźć się działacze i organizacje "zagrażające rządowemu programowi obwodnicy w dolinie Rospudy". - Pismo, wysłane do komend, nie dotyczy organizacji ekologicznych ani ekologów - powiedziała rzeczniczka komendanta głównego policji Danuta Wołk-Karaczewska.

- Zbieramy informacje o zagrożeniach, które mogą wystąpić w związku z protestem dwóch grup - przeciwników i zwolenników inwestycji w dolinie Rospudy. Mamy bowiem niepokojące sygnały m.in. z internetu - dodała.

Jak wyjaśniła, chodzi o to, że do protestujących mogą przyłączać się osoby, które mają "nie do końca szlachetne intencje", a to może prowadzić np. do zamieszek.

- Jako policja mamy obowiązek sprawdzać takie informacje i zapobiegać ewentualnym zagrożeniom - podkreśliła rzeczniczka. - Chodzi nam jedynie o bezpieczeństwo tych, którzy protestują w dolinie Rospudy - dodała.

Mimo protestów ekologów i zastrzeżeń Komisji Europejskiej, geodeci rozpoczęli w czwartek prace związane z budową obwodnicy Augustowa. Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło natomiast na wniosek premiera, kontrolę przetargu na tę inwestycję.

Odwołania do Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego złożyli ekolodzy oraz Rzecznik Praw Obywatelskich. RPO swoją decyzję uzasadnił tym, że planowana inwestycja ma przecinać obszar specjalnej ochrony ptaków Natura 2000 "Puszcza Augustowska".

Polska może też w związku z tą sprawą zostać pozwana do Trybunału Sprawiedliwości - takie kroki zamierza podjąć w marcu Komisja Europejska. Na najbliższym posiedzeniu 28 lutego KE ma otworzyć drugi etap procedury przeciwko Polsce, ponownie żądając od Warszawy wstrzymania prac. Jeśli spór nie ustanie, po tygodniu sprawa trafi do Trybunału, który może natychmiast wydać nakaz wstrzymania prac.

W związku z powyższym Maciej Muskat, dyrektor Greenpeace Polska, powiedział:

- Greenpeace jest przyzwyczajony do takich metod poza Europą, ale nie przypuszczałem, że czasy rewizji i podsłuchów, które tak dobrze pamiętam z dzieciństwa, powrócą do Polski. Wydanie takiego rozkazu oznacza, że prawa obywatelskie, o który walczyło pokolenie moich rodziców, są zagrożone. W imię wartości demokratycznego państwa prawa, wzywam Pana Premiera do natychmiastowego wyciągnięcia konsekwencji wobec osób które wydały rozkaz, który w jawny sposób narusza owe wartości. Wierzę, że w interesie Polski leży pokazanie, że jest krajem, w którym niezależne i legalnie działające organizacje nie muszą obawiać się Orwellowskich metod.

Kolejne dobre wieści w sprawie obwodnicy Augustowa.
Dziś zapewne w artykule Jakuba Medeka w Gazecie Wyborczej.

Ja na razie nie napiszę co to za wieści (ale zapewniam, że znakomite).
Przyrodnicy górą

Pewnie chodzi o ten:

Wstrzymuja obwodnice przez Rospude
Jakub Medek
2007-10-29, ostatnia aktualizacja 2007-10-29 21:32
Cala obwodnice Augustowa czeka najpewniej los analogicznej inwestycji pod Wasilkowem - calkowite wstrzymanie budowy. Taka decyzje, na razie nieprawomocna, podjal w piatek Wojewodzki Sad Administracyjny w Warszawie.
Od kilku miesiecy zajmuje sie on legalnoscia pozwolenia na budowe. Zdaniem kilku organizacji pozarzadowych i Rzecznika Praw Obywatelskich ten dokument, wydany w lutym przez wojewode podlaskiego, jest niezgodny z polskim prawem. Na razie sedziowie nie rozstrzygneli tej kwestii i nie wiadomo, kiedy to zrobia. W piatek postanowili jednak, ze do tego czasu prac budowlanych na calej dlugosci inwestycji prowadzic nie wolno.

W uzasadnieniu decyzji sedziowie stwierdzili m.in., ze dalsze prowadzenie robot moze spowodowac trudne do odwrocenia skutki, zwlaszcza na obszarach chronionych. Przebiega przez nie jedna trzecia 17-km obwodnicy, do ktorej zastrzezenia ma rowniez Komisja Europejska. Na jej wniosek legalnoscia inwestycji zajmuje sie takze Europejski Trybunal Sprawiedliwosci. W sierpniu rzad postanowil, ze do czasu wydania przez niego wyroku nie bedzie prac na terenach chronionych. W piatek polscy sedziowie, zawieszajac pozwolenie na budowe, orzekli, ze to wstrzymanie prac zalezy wylacznie od dobrej woli inwestora, i ze trzeba je wzmocnic sadowym nakazem. Decyzja WSA nie jest prawomocna.

Odwolac sie od niej w ciagu tygodnia moze Glowny Inspektor Nadzoru Budowlanego, ktory uprawomocnil w maju pozwolenie na budowe.

- Na razie nic do nas jeszcze nie dotarlo, trudno mi wiec powiedziec, jaka bedzie decyzja inspektora - mowi Ilona Szymanska, rzecznik GINB.

Inwestor - Generalna Dyrekcja Drog Krajowych i Autostrad - ustami swego rzecznika Andrzeja Maciejewskiego zapowiada, ze podporzadkuje sie ewentualnej decyzji sadu. Budimex-Dromex, wykonawca wartej ponad 500 mln zl inwestycji, zapewnia, ze w razie otrzymania polecen od inwestora moze budowe wstrzymac doslownie z dnia na dzien.

- Utrzymanie budowy, na ktorej nie sa prowadzone prace, tez jednak kosztuje. Niezbedne bedzie chociazby zabezpieczenie istniejacych wykopow czy pilnowanie placu budowy - uprzedza Krzysztof Koziol, rzecznik firmy.

Obecnie prace prowadzone sa na polnoc i poludnie od doliny Rospudy i otaczajacych ja lasow. Polegaja glownie na wyrownywaniu terenu i usypywaniu zwirowej podbudowy trasy.

- W Polsce przy pomocy kruczkow prawnych w nieskonczonosc mozna przeciagac kazda budowe. Ale logika zwyciezy. Moze i z poslizgiem, ale ta obwodnica w koncu powstanie tam, gdzie ja zaplanowano - nie martwi sie Leszek Cieslik, swiezo upieczony posel Platformy Obywatelskiej, dotychczas burmistrz Augustowa i goracy oredownik inwestycji w ksztalcie negowanym przez ekologow i Bruksele.

Jego pewnosci nie podziela Malgorzata Znaniecka z Ogolnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptakow, jednej z organizacji, ktore zaskarzyly pozwolenie na budowe.

- Decyzja sadu nie jest dla nas zadnym zaskoczeniem. Tylko wyznaczenie obwodnicy poza torfowiskami pozwoli na unikniecie problemow zarowno przed krajowym, jak i unijnym sadownictwem - uwaza. Przypomina przy okazji, ze to nie pierwsza niekorzystna dla rzadowego wariantu obwodnicy decyzja polskiego sadu. W kwietniu rowniez WSA uchylilo decyzje lokalizacyjna inwestycji, wydana przez ministra srodowiska. Tamten wyrok nie pociagal jednak za soba tak radykalnych skutkow jak piatkowa decyzja. W najblizszym czasie WSA ma zajac sie rowniez legalnoscia decyzji srodowiskowej dla obwodnicy - czyli kolejnego dokumentu wydanego przez ministra srodowiska.
Zrodlo: Gazeta Wyborcza Bialystok

http://miasta.gazeta.pl/b...35,4624428.html

Uchylono pozwolenie na budowę przedłużenia Trasy AK
Krzysztof Śmietana2007-08-04, ostatnia aktualizacja 2007-08-03 20:05
http://miasta.gazeta.pl/w...62,4363965.html

Wbrew zapowiedziom budowa przedłużenia trasy Armii Krajowej z Powązek do wylotówki na Poznań nie zacznie się w tym roku. Właśnie uchylono pozwolenie na budowę arterii
- Już mam tego dość. Chyba żadna droga nie powstanie, bo wszystko będzie oprotestowane - tak na informację o uchylenie pozwolenia na budowę zareagował Wojciech Dąbrowski, szef Generalnej Dyrekcji Krajowych i Autostrad na Mazowszu. O nowych kłopotach dowiedział się od "Gazety".

Nowy odcinek Trasy AK ma się zaczynać się przy Cmentarzu Wojskowym na Powązkach - w miejscu, gdzie arteria zakręca w kierunku Woli. Stąd będzie biec w stronę Jelonek, a następnie w Morach pod Warszawą przetnie wylotówkę na Poznań i dotrze do Konotopy, gdzie według obietnic ministra transportu Jerzego Polaczka w 2010 ma zostać dociągnięta autostrada A2. Teraz pojawiła się groźba, że nie będzie można z niej zjechać.

Uchylenie pozwolenia oznacza, że budowa arterii nie zacznie się w tym roku.

Po skardze spółdzielni mieszkaniowych z Bemowa główny inspektor nadzoru budowlanego wytknął błędy w wydanym przez wojewodę pozwoleniu na budowę. Zabrakło w nim oznaczeń ewidencyjnych działek, po których ma przebiegać droga. Okazało się, że w chwili składania wniosku o wydanie pozwolenia drogowcy nie przedstawili wszystkich dokumentów potwierdzających wykupienie gruntu. Uchylone pozwolenie dotyczyło połowy planowanej trasy - od Lazurowej do Powązek. Trudno jednak będzie budować także drugą część, bo całą inwestycję ma realizować jedna firma, która musi przetransportować gigantyczne ilości ziemi z planowanych na Jelonkach wykopów na nasypy estakad na granicy Warszawy. Koszt prac szacowany jest na ok. 1,5 miliarda złotych. Drogowcy zapowiadają, że jak najszybciej uzupełnią dokumentację, ale na nowe pozwolenie na budowę trzeba będzie czekać nawet kilka miesięcy.

Nie ma także szans na szybką przebudowę istniejącego odcinka Trasy AK na Żoliborzu oraz Trasy Toruńskiej do Marek. W pierwszym etapie miały powstać brakujące estakady, m.in. nad torami na Żeraniu i nad skrzyżowaniem z Łabiszyńską na Bródnie, które znacznie zmniejszyłyby korki. W tym przypadku również uchylono ważny dokument - tzw. decyzję środowiskową, która m.in. określa, jakie zabezpieczenia przed hałasem muszą powstać wzdłuż trasy. Wojewódzki sąd administracyjny uznał skargę stowarzyszenie Zielone Mazowsze, które domaga się m.in. zagłębienia trasy na niektórych odcinkach w tunelu. Drogowcy przewidywali, że mieszkańców przed hałasem będą chronić wysokie ekrany, które częściowo miały przykrywać trasę. Decyzja sądu oznacza, że planowana na 2009 rok przebudowa arterii znacznie się opóźni.

Źródło: Gazeta Wyborcza Stołeczna

Boiska Tuska do poprawki

Jacek Harłukowicz, komentarz Wojciech Szymański 2008-05-19, ostatnia aktualizacja 2008-05-19 20:27

Wiceprezydent Świdnicy znalazł rażące błędy w rządowym projekcie boisk dla każdej gminy. Jeśli zostaną wybudowane, żaden inspektor budowlany ich nie odbierze.

Boisko w każdej gminie obiecał premier Donald Tusk już w exposĂŠ. Powstał specjalny rządowy program ‼Moje boisko - Orlik 2012”. Boiska zaprojektowała warszawska firma Kulczyński Architekt. Wisi on na stronach internetowych Ministerstwa Sportu i Turystyki i obowiązuje wszystkich, którzy chcą je wybudować.

Typowy profesjonalny kompleks sportowy ze sztuczną trawą do gry w piłkę, placem do koszykówki i zapleczem sanitarnym ma kosztować około miliona złotych. Jedną trzecią kwoty pokryje rząd, jedną trzecią samorząd województwa, a resztę pieniędzy wyłożyć musi gmina. W całym kraju takich boisk ma być około 300 tylko w tym roku, a na Dolnym Śląsku 57.

Ale Waldemar Skórski, wiceprezydent Świdnicy i z zawodu architekt, znalazł w projekcie szkolne błędy. W myśl polskich norm toalety i natryski są za małe: WC nie mają wymaganych 101 cm szerokości, a natryski mają mniej niż 90 cm szerokości. Za wąskie są przestrzenie pomiędzy umywalkami a przeciwległymi ścianami, a gdy drzwi od natrysków otworzy się na oścież, to tarasują one drogę ewakuacyjną. Nie ma też pomieszczeń na sprzęt porządkowy.

Stefan Augustyn, rzecznik prezydenta Świdnicy, mówi, że te błędy zauważyły też inne samorządy. Widzi je burmistrz Barda Śląskiego Krzysztof Żegański. - Wygląda na to, że przy przygotowywaniu projektu ktoś bardzo się spieszył.

Żegańskiemu w ogóle nie podoba się koncepcja budowania boisk według jednej sztancy: - To są bungalowy, a ja mam w okolicy spadziste dachy. Jak to będzie wyglądało?

Marek Janikowski, wójt Stoszowic, ma inny problem, chce samego boiska, bo zaplecze już wymyślił, ale nikt nie był w stanie powiedzieć mu, czy program "Orlik 2012" takie przypadki uwzględnia.

Wicemarszałek województwa Piotr Borys odpowiedzialny za realizację programu na Dolnym Śląsku upiera się, że wszystko jest w porządku. - Projekt spełnia wszystkie normy - twierdzi. Ale uwagi wiceprezydenta Świdnicy przekaże do Ministerstwa Sportu. - Niech tam ocenią, czy są zasadne, czy wynikają tylko z nadinterpretacji przepisów.

Maciej Pliszka pracujący przy "Orliku" w Ministerstwie Sportu i Turystyki nie lekceważy tych zastrzeżeń. Już raz samorządowcy poprawili projekt w punktach dotyczących niepełnosprawnych, bo w ogóle nie uwzględniał ich potrzeb. A przecież chodzi o obiekty użyteczności publicznej.

Ilona Szymańska z Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego w Warszawie: - Jeżeli inspektor nadzoru stwierdzi, że budowa przebiega według niezgodnego z przepisami projektu, wtedy musi ją wstrzymać i nałożyć na wykonawcę obowiązek doprowadzenia do stanu zgodnego z prawem.

Pośpiech nie służy sukcesowi

W gminie Rewal, nad naszym morzem, burmistrz wymyślił parę lat temu, że w każdej jej miejscowości będzie kort tenisowy. I w każdej jest. Pomysł z boiskami jest z tej samej bajki.

To wielki i bardzo potrzebny projekt. Już w czasach orłów Górskiego zachwycaliśmy się Holandią, która ma boiska wszędzie. Holendrzy nadal są w piłkarskiej czołówce, my przez lata byliśmy na dnie. Jeśli "Orlik" ma się udać, to wzór musi być jak matryca klocków lego, bo ma być tysiące razy kopiowany. Miejmy nadzieję, że przyczyną błędów w projekcie jest tylko pośpiech powodowany chęcią osiągnięcia szybkiego, namacalnego sukcesu.

A mówił premier Mazowiecki, że pośpiech jest wskazany przy łapaniu pcheł.

Wojciech Szymański

Źródło: Gazeta Wyborcza Wrocław


Tak mają wygladać boiska, które gminy wybudują z pomocą rządu.

Wizualizacja Ministerstwa Sportu

http://miasta.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,5228043.html

1
I jest


Wstrzymują obwodnicę przez Rospudę

Jakub Medek
2007-10-29, ostatnia aktualizacja 2007-10-29 21:32

Całą obwodnicę Augustowa czeka najpewniej los analogicznej inwestycji pod Wasilkowem - całkowite wstrzymanie budowy. Taką decyzję, na razie nieprawomocną, podjął w piątek Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie.

Od kilku miesięcy zajmuje się on legalnością pozwolenia na budowę. Zdaniem kilku organizacji pozarządowych i Rzecznika Praw Obywatelskich ten dokument, wydany w lutym przez wojewodę podlaskiego, jest niezgodny z polskim prawem. Na razie sędziowie nie rozstrzygnęli tej kwestii i nie wiadomo, kiedy to zrobią. W piątek postanowili jednak, że do tego czasu prac budowlanych na całej długości inwestycji prowadzić nie wolno.

W uzasadnieniu decyzji sędziowie stwierdzili m.in., że dalsze prowadzenie robót może spowodować trudne do odwrócenia skutki, zwłaszcza na obszarach chronionych. Przebiega przez nie jedna trzecia 17-km obwodnicy, do której zastrzeżenia ma również Komisja Europejska. Na jej wniosek legalnością inwestycji zajmuje się także Europejski Trybunał Sprawiedliwości. W sierpniu rząd postanowił, że do czasu wydania przez niego wyroku nie będzie prac na terenach chronionych. W piątek polscy sędziowie, zawieszając pozwolenie na budowę, orzekli, że to wstrzymanie prac zależy wyłącznie od dobrej woli inwestora, i że trzeba je wzmocnić sądowym nakazem. Decyzja WSA nie jest prawomocna.

Odwołać się od niej w ciągu tygodnia może Główny Inspektor Nadzoru Budowlanego, który uprawomocnił w maju pozwolenie na budowę.

- Na razie nic do nas jeszcze nie dotarło, trudno mi więc powiedzieć, jaka będzie decyzja inspektora - mówi Ilona Szymańska, rzecznik GINB.

Inwestor - Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad - ustami swego rzecznika Andrzeja Maciejewskiego zapowiada, że podporządkuje się ewentualnej decyzji sądu. Budimex-Dromex, wykonawca wartej ponad 500 mln zł inwestycji, zapewnia, że w razie otrzymania poleceń od inwestora może budowę wstrzymać dosłownie z dnia na dzień.

- Utrzymanie budowy, na której nie są prowadzone prace, też jednak kosztuje. Niezbędne będzie chociażby zabezpieczenie istniejących wykopów czy pilnowanie placu budowy - uprzedza Krzysztof Kozioł, rzecznik firmy.

Obecnie prace prowadzone są na północ i południe od doliny Rospudy i otaczających ją lasów. Polegają głównie na wyrównywaniu terenu i usypywaniu żwirowej podbudowy trasy.

- W Polsce przy pomocy kruczków prawnych w nieskończoność można przeciągać każdą budowę. Ale logika zwycięży. Może i z poślizgiem, ale ta obwodnica w końcu powstanie tam, gdzie ją zaplanowano - nie martwi się Leszek Cieślik, świeżo upieczony poseł Platformy Obywatelskiej, dotychczas burmistrz Augustowa i gorący orędownik inwestycji w kształcie negowanym przez ekologów i Brukselę.

Jego pewności nie podziela Małgorzata Znaniecka z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków, jednej z organizacji, które zaskarżyły pozwolenie na budowę.

- Decyzja sądu nie jest dla nas żadnym zaskoczeniem. Tylko wyznaczenie obwodnicy poza torfowiskami pozwoli na uniknięcie problemów zarówno przed krajowym, jak i unijnym sądownictwem - uważa. Przypomina przy okazji, że to nie pierwsza niekorzystna dla rządowego wariantu obwodnicy decyzja polskiego sądu. W kwietniu również WSA uchyliło decyzję lokalizacyjną inwestycji, wydaną przez ministra środowiska. Tamten wyrok nie pociągał jednak za sobą tak radykalnych skutków jak piątkowa decyzja. W najbliższym czasie WSA ma zająć się również legalnością decyzji środowiskowej dla obwodnicy - czyli kolejnego dokumentu wydanego przez ministra środowiska.

Źródło: Gazeta Wyborcza Białystok
http://miasta.gazeta.pl/b...27,4624428.html


Co prawda nie wiem o jakiej to decyzji lokalizacyjnej ministra środowiska pisze Jakub, ale złóżmy to na karb chochlika ...

Czwartkowe wiesci z Doliny Rozpudy...

[2007-02-22 18:07]
Ruszyły prace geodezyjne w Dolinie Rospudy, CBA kontroluje przetarg

Praca geodetów cieszyła się wyjątkowym zainteresowaniem mediów
Mimo protestów ekologów i zastrzeżeń Komisji Europejskiej, geodeci rozpoczęli dziś prace związane z budową obwodnicy Augustowa. Jednocześnie Centralne Biuro Antykorupcyjne rozpoczęło, na wniosek premiera, kontrolę przetargu na tę inwestycję.
W czwartek w południe geodeci rozpoczęli pierwsze pomiary, w obecności wielu dziennikarzy oraz kilku ekologów. Mają wytyczać pas drogi, kontrolować punkty geodezyjne i zinwentaryzować "stan drzew" w pasie drogi. W przyszłym tygodniu mają ruszyć prace z użyciem sprzętu budowlanego.
Natomiast w białostockim oddziale Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad funkcjonariusze CBA rozpoczęli badania, czy przetarg na budowę był prawidłowo przeprowadzony. Kontrolę CBA zlecił premier Jarosław Kaczyński, na wniosek prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Generalna Dyrekcja poinformowała w komunikacie, że traktuje to jako "działania rutynowe".
W środę wieczorem biuro prasowe Kancelarii Prezydenta poinformowało, że prezydent wyraził dezaprobatę wobec planowanego rozpoczęcia budowy. W czwartek szefowa Gabinetu Prezydenta Elżbieta Jakubiak powiedziała w Radiu Zet, że komunikat nieprecyzyjnie oddał intencje prezydenta. Według niej, prezydent Lech Kaczyński wyraził zaniepokojenie eskalacją konfliktu, jaki budzi planowana budowa obwodnicy w Dolinie Rospudy.
Komisja Europejska zamierza już w marcu pozwać Polskę do Trybunału Sprawiedliwości UE za budowę obwodnicy Augustowa w Dolinie Rospudy. Komisja ma na najbliższym posiedzeniu 28 lutego otworzyć drugi etap procedury przeciwko Polsce, ponownie żądając od Warszawy wstrzymania prac. Jeśli spór nie ustanie, po tygodniu sprawa trafi do Trybunału, który może natychmiast wydać nakaz wstrzymania prac.
Także Rzecznik Praw Obywatelskich złożył odwołanie od decyzji wojewody podlaskiego w sprawie budowy autostrady przez Dolinę Rospudy. Według RPO, decyzja ta narusza prawo i jest sprzeczna z planem specjalnej ochrony ptaków Natura 2000.
Do protestu przyłączyli się naukowcy Polskiej Akademii Nauk w Krakowie, którzy zwrócili się w piśmie do premiera Jarosława Kaczyńskiego z apelem o cofnięcie decyzji o budowie.
Nad podjęciem kroków prawnych zastanawiają się też ekolodzy. Według Małgorzaty Znanieckiej z Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków, która była obecna na miejscu prac, prawnicy tej organizacji analizują, czy rozpoczęcie prac nie jest "samowolą budowlaną". Skargę do Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego dotyczącą pozwolenia na budowę chce też złożyć Greenpeace.
Jednak zdaniem podlaskiego wojewódzkiego inspektor nadzoru budowlanego Jakuba Grzegorczyka, nie ma mowy o jakiejkolwiek samowoli.
Minister środowiska Jan Szyszko zapewnił w czwartek, że nie spodziewa się kar ze strony Unii Europejskiej. Według niego, inwestycja jest realizowana "zgodnie z koncepcją zrównoważonego rozwoju i zgodnie z prawem".

Witam Kolegów na forum.
Chciałbym wyjaśnic te kwestie z mojego punktu widzenia.

Interesuje mnie ten temat bo wiadomo jak jest w zyciu.
Kazde sprawdzenie i każda pieczątka kosztuje i rozumiem cel takiego postępowania.
To nie tylko podpis ale i odpowiedzialność.
Tego nie kwestionuję.

Ten sporny punkt o którym tu rozmawiamy daje możliwość osobom posiadającym tytuł mistrza w zawodzie prawo kierowania własnymi robotami.

Nie bylem tego pewien, ale wykonaniu kilkudziesięciu rozmów telefonicznych moje wątpliwości zostały cześciowo rozwiane.

Dzwonilem do Ministerstwa Infrastruktury, do Generalnego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Warszawie, do Izb Regionalnych i wszedzie usłyszałem dokładnie taka odpowiedz.
Posiadając Dyplom Mistrza w zawodzie - a dokładniej tytuł mistrza w zawodzie elektromonter - mogę kierować robotami elektrycznymi w zakresie takim, jaki obejmuje dyplom mistrzowski.
Wiec pokusiłem sie o zakres w jakim byl przeprowadzany egzamin mistrzowski (nie chodzi o moj wlasny dyplom, ale o dyplom mojego ojca - wspolnika - z roku 1975).
o oto czego sie dowiedziałem:
(jak znajde skaner to zeskanuje ten zakres)

Zakres: wg charakterystyki rzemiosł zaakceptowane przez ministra handlu wewnętrznego i usług oraz ministra finansów w dniu 07-04-1987 r. PO-5/3-8010-0353/87 UPR.4-073-M-8/87
" 314 1 Instaltorstwo Elektryczne
Kwalifikacje zawodowe: elektryk instalator, elektromonter.
Charakterystyka: wykonywanie, naprawa i konserwacja:
- instalacji elektroenergetycznych siły, światła i sygnalizacji sterowania i
słaboprądowych
- instalacji piorunochronnej i uziemiającej
- linii elektroenergetycznych i telefonicznych kablowych i napowietrznych
- rozdzielnic elektrycznych i pulpitów sterujących
- instalacji w stacjach trafo i agregatów prądotwórczych

Instalowanie i konserwacja odbiorników elektrycznych.
Pomiary i badania odbiorcze instalacji, odbiorników i urządzeń elektrycznych.
Wykonywanie pomiarów stanu izolacji i skuteczności zerowania, uziemienia itp.
Wykonywanie i naprawa instalacji aparatury kontrolno - pomiarowej, sterowania i automatyki.
Towarzyszące prace ziemne, brukarskie, murarskie, betoniarskie, ślusarskie, ciesielskie, elektroniczne itp.
Inne prace i czynności niezbędne do całkowitego wykonania świadczenia"

Fax został przesłany do mnie z GUNB BOK czyli jesli sie nie mylę z Głownego Urzędu Nadzoru Budowlanego 31 maja 2004 roku.

Po wyjaśnieniach dostałem informację ze wolno na podstawie tego dyplomu kierować robotami elektrycznymi w tym zakresie pod warunkiem ze nie są to zabytki i nie jest wydane na powyższe roboty oddzielne pozwolenie budowlane.
Jeli chodzi o budynki z calościowym pozwoleniem budowlanym to wolno nam wykonywać roboty elektryczne zawarte w projekcie pod nadzorem kierownika calej budowy.

To tyle w temacie.
Czekam na wypowiedzi Kolegów.

Halina i Władysław Chomka
Wioletta i Zbigniew Chomka

Witamy serdecznie

CDN-

Halina i Władysław Chomka
ul. Piaski Zamiejskie 35
08-110 Siedlce

Siedlce, 01.11.2008r

NB.7356/3/02

Wpłynęło dnia 2008-11-04
Powiatowy Inspektor Nadzoru
Budowlanego Miasta Siedlce
Ul. Piłsudskiego 45
08-110 Siedlce

W odpowiedzi na pismo Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego Miasta Siedlce z dnia 27.10.2008r znak sprawy NB.7356/3/02 informuję , że
Minister Infrastruktury pismem z dnia 03.10 2005r znak sprawy
BA3s-052-26/05 Nr 1737 przekazał sprawę do załatwienia Głównemu Inspektorowi Nadzoru Budowlanego w Warszawie ul. Krucza 38/24
00-926 Warszawa. W załączeniu przesyłam kopie pisma Ministra Infrastruktury do Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Warszawie, oraz kopię pisma Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Warszawie z dnia 31lipca 2006r znak sprawy DOR/ORZ/7200/660/05/06, który przekazał sprawę do Wojewody Mazowieckiego w Warszawie ul. Plac Bankowy 3/5
00-950 Warszawa , w części dotyczącej stwierdzenia nieważności decyzji:

- Urzędu Miejskiego w Siedlcach, Wydział Gospodarki Terenowej z dnia 20 lutego 1978 r, nr GT-8221b/4/78 o czasowym zajęciu nieruchomości oraz - Naczelnika Gminy Siedlce z dnia 23 maja 1978 r., nr 82221/4/78 o czasowym zajęciu nieruchomości.
sprawa w toku.

Nadmieniam , iż Wioletta i Zbigniew Chomka zam. w Siedlcach 08-110 ul. Piaski Zamiejskie 35 złożyli także wniosek do Ministra Infrastruktury w Warszawie o stwierdzenie nieważności decyzji :
1. Wojewódzkiej Dyrekcji Rozbudowy Miast i Osiedli Wiejskich w Siedlcach z dnia 19.01.1978 r. nr GA.AU-017/7/78 zatwierdzającej plan realizacyjny przebiegu linii energetycznej napowietrznej 110kV nad naszymi działkami nr 20/5 i 21/2 położonymi w Siedlcach przy ul. Piaski Zamiejskie 35
2. Urzędu Miejskiego w Siedlcach Wydział Gospodarki Terenowej nr GT-8221 b/4/78 z dnia 20.02.1978 r. o czasowym zajęciu naszych działek,
3. Naczelnika Gminy Siedlce nr 82221/4/78 z dnia 23.05.1978 r. o czasowym zajęciu naszych działek.

Następnie Minister Infrastruktury pismem z dnia 14 kwietnia 2005r znak spr. BA3s-052-26/05 przekazał sprawę Powiatowemu Inspektorowi Nadzoru Budowlanego w Siedlcach ul. Piłsudskiego 45 08-110 kopia w załączniku , PINB Siedlce następnie przekazał sprawę dalej pismem z dnia 20.04.2005r znak spr. NB 7356/3-1/2002/05 do Wojewody Mazowieckiego w Warszawie &#8211; Wydział Rozwoju Regionalnego Oddział w Delegaturze &#8211; Placówce Zamiejscowej w Siedlcach ul. Piłsudskiego 38 08-110 kopia w załączniku , który pismem z dnia 30.05.2005r znak spr. WRR.S.7144-4/16/2005 przekazał sprawę według właściwości Głównemu Inspektorowi Nadzoru Budowlanego w Warszawie ul. Krucza 38/42 , wniosek z dnia 04.04.2005 r. Państwa Zbigniewa i Wioletty Chomka dot. Stwierdzenia nieważności decyzji Wojewódzkiej Dyrekcji Rozbudowy Miast i Osiedli Wiejskich w Siedlcach z dnia 19.01.1978 r. znak GA.AU.017/7/78 zatwierdzającej plan realizacyjny przebiegu linii energetycznej napowietrznej 110 kV nad działkami nr ewid. 20/5 i 21/5 położonymi w Siedlcach przy ul. Piaski Zamiejskie kopia w załączniku.

Bliższych informacji udzielą instytucje wymienione w piśmie, sprawy w toku.

Z poważaniem
Halina i Władysław Chomka

Załączniki;
1) pisma Ministra Infrastruktury
BA3s-052-26/05 Nr 1737 z dn. 08.10.2005r
2) pisma Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego
DOR/ORZ/7200/660/05/06
3) pismo do Ministra Infrastruktury
w sprawie nieważności decyzji- W.Z. Chomka
4) pismo Ministra Infrastruktury
BA3s-52-26/05 Nr 1737z dn. 14.04.2005r
5) pismo Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego
w Siedlcach NB.7356/3-1/2002/05
6) pismo Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie
Wydział Rozwoju Regionalnego oddział w Delegaturze &#8211;Placówce Zamiejscowej w Siedlcach WRR.S.7144-4/16/2005

Pozdrawiamy
Rodzina Chomka

CDN>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>

rokkey[/b]

Witam
Jestem mieszkancem klatki H i tak naprawde "przebywam" na BUDOWIE w pelnym tego slowa znaczeniu - bo o mieszkaniu narezie ciezko powiedziec . Pierwszy termin oddania tego mieszkania minal w czerwcu 2002 roku, drugi termin - wrzesien 2005, kolejny o jakim mnie ponformowala spoldzielnia to III kwartal 2006.
Ale Spoldzielnia nie odda za szybko budynku, bo nie przejdzie odbioru z kilku bledow budowlanych i braku finansow na ich naprawe.
Glowny to np. Balustrady Balkonow nie spelniaja przepisow Prawa Budowlanego, a w szczegolnosci przepisow bezpieczenstwa. Wedlug przepisow max. przestrzen w konstrukcji balustrady wynosi 12cm - a my mamy od posadzki do pierwszego elementu okolo 25 cm - przez taka DZIURE kazde dziecko spokojnie sie przecisnie. Jak zglaszalem to Inspektorowi Nadzoru staral sie mi wmowic ze wszystko jest ok, wiec zglosilem to Kierownikowi Budowy, to odparl mi zebym sie nie popisywal znajomoscia przepisow. Ta cala budowa to jeden wielki SMIECH .
Przypominaja mi sie czasy glebokiego socjalizmu. Przechodzac przez plac budowy codziennie przygladam sie dewastcji jakiej poddawany jest nasz budynek, mozna by tu przytaczac wiele przykladow. Np. w mojej klatce (H) kierownik zapomnial zainstalowac szyb w dzrzwiach do klatki i przemarzniete sciany siegaja 3-pietra, a ze scian wychodzi juz wilgoc. Codzienny strach czy znowy zamarznie goraca woda to juz norma. Innym ciekawym pomyslem jest zmuszenie nas do wchodzenia do klatki pod rusztowaniami, skoro od klatki do chodnika jest 3m w lini prostej przed okienkiem ochroniarzy. Ale Kierownik Budowy tam rzadzi i on dyktuje warunki poruszania sie po budowie, sposob trudnosci dla poszczegolnej klatki. Jakis czas temu wpadlem na pomysl zainstalowac sobie telefon, podobno w dzisiejszych czasach mozna go zainstalowac nawet na szczycie gory, ale nie w centrum Warszawy trzy kroki od glownej rozdzielni TPSA - powod niemozliwosci podlaczenia jest prosty, wspanialy Kierownik Budowy przegonil monterow TPSA bo "mu sie po budowie petaja". To sa akurat malutkie winy, ale wyrzucanie w bloto naszych pieniedzy w postaci materialow, ktore sa niszczone na budowie to mozna by wielotomowa ksiazke napisac. Ktoregos dnia przerazilem sie jak zobaczylem caly kontener welny mineralnej - przygotowany do wywozu na Smietnik. Niedaleko lezala nastepna sterta welny, totalnie zniszczonej - prawdopodobnie czekala na swoja kolej-wyprawy na smietnik. Balagan na terenie calej budowy, porozrzucane materialy itp. Obled - ciekawe jak nas podlicza przy przeliczeniu kosztow budowy i o ile wzrosnie cena metra - bedziemy musieli poniesc wszyscy koszty rozrzutnosci kierownika Budowy. Co do dzrzwi wejsciowych w naszych mieszkaniach to nie wiem kto wpadl na gienialny pomysl zmiany na EI30 (przeciwpozarowe). Jakis czas temu przegladalem projekt i w nim byo, ze drzwi EI30 byly miedzy mini hollem a Holem windowym, a nam zafundowano w mieszkaniach. Wiaze sie to z tym , ze nie mozemy sobie ich sobodnie przerabiac np. zamontowac dodatkowe zamki, wizjer itp. Dodatkowym utrudnieniem jest to jakbysmy chcieli je wymienic na nowe musimy szukac EI30 ktore sa srednio o 30%-50% drozsze od zwyklych drzwi, znalezc je w klasie bezpieczenstwa C to graniczy juz z cudem.
Kolejnym HITEM to nie zabezpieczone okien folia od zewnatrz w trakcie tynkowania, ciekawe kto zaplaci za zniszczone okna zaprawa. Windy - ciekaw jestem ile czasu bedzie trzeba czekac na winde w 10 pietrowym budynku z 4 mieszkaniami na pietrze - okolo 150 osob w klatce - schodami bedzie pewnie szybciej.
Spoldzielnia PAX na to wszystko odpowiada mi rachunkiem do zaplaty za mieszkanie "ryczalt za korzystanie z mediow"- przysylajac mi go 3 tygodnie po terminie do zaplaty. Po prostu SMIECH. Czasami mysle sobie, ze to moze jakis nowy program z serii Ukryta Kamera.
Pozdrawiam Mario


PZPN zagroził GKS-owi Jastrzębie cofnięciem licencji na grę w II lidze. Powodem ma być rzekome nieodpowiednie przygotowanie Stadionu Miejskiego do organizacji meczy na tym poziomie rozgrywek. Pismo w tej sprawie zostało skierowane przez sekretarza generalnego Zdzisława Kręcinę do prezydenta miasta Mariana Janeckiego.

Zdzisław Czarnecki, który w imieniu Związku wizytował obiekt, wytknął MOSiR-owi złe umiejscowienie sektora dla gości i brak krzesełek na trybunie honorowej. Wręcz niedorzeczne wydają się kolejne zarzuty. Pierwszy dotyczy mocy oświetlenia, która wedle Czarneckiego jest niewystarczająca, a przecież nie ma takiego wymogu (póki co) licencyjnego dla II-ligowców!!!. Druga uwaga odnosi się do ilości powierzchni trawiastej za bramkami. Kuriozum polega na tym, że na Stadionie Miejskim powierzchnia ta jest większa od wymaganej nawet w ekstraklasie.
PZPN zagroził, że jeśli władze miasta nie uczynią nic celem usunięcia uchybień, to GKS Jastrzębie może być zmuszony do rozgrywania spotkań na innym stadionie. Paradoks polega na tym, że nasze miasto może pochwalić się jednym z najlepszych obiektów w II lidze.

Najważniejszą ze wskazanych spraw jest przeniesienie sektora gości. Według eksperta PZPN powinien on być położony w miejscu, gdzie jeszcze w zeszłym sezonie zasiadali najwierniejsi kibice naszego klubu. Obecna lokalizacja sektora powoduje, że w czasie niektórych spotkań brama główna jest niedostępna dla kibiców gospodarzy, oraz że jest on położony zbyt blisko tunelu dla zawodników i sędziów.

"Lustracja obiektu dokonana przez eksperta wydziału do spraw bezpieczeństwa, Zdzisława Czarneckiego, ujawniła - w jego opinii - szereg braków i uchybień. Cóż takiego zawarł w notatce Czarnecki, że jastrzębianom grozi widmo występów przed obcą publicznością? Przede wszystkim ekspert Czarnecki neguje położenie sektora dla kibiców gości, stwierdzając, że jest ono niefortunne, gdyż krzyżują się ciągi komunikacyjne kibiców gości i gospodarzy, a "obie grupy kibiców są wprowadzane na stadion jedną bramą"!

Ponadto sektor ten sąsiaduje bezpośrednio z "tunelem" dla zawodników i sędziów. Czarnecki uważa, że na sektor gości właściwym wydaje się część trybuny za lewą bramką, patrząc z trybuny głównej, a argumentuje to całkowitym odseparowaniem grup kibiców oraz istniejącym już tam wejściem z punktem depozytowym. Innym zarzutem jest brak odpowiedniego zabezpieczenia sektorów z miejscami stojącymi.

Czarnecki radzi, by uzyskać opinię Powiatowego Inspektora Nadzoru Budowlanego w zakresie użytkowania tych sektorów oraz zamontować tak zwane łamacze fal zabezpieczające widzów przed niekontrolowanym zepchnięciem w dół. Jednak największe zdziwienie budzi fakt, że nakazano zlikwidować część asfaltowych elementów za bramkami i wyłożyć je sztuczną trawą lub wykładziną antypoślizgową, bo nie ma miejsca do rozgrzewki zawodników, a nawet w warunkach licencyjnych Orange Ekstraklasy jest mowa o zachowaniu 1,5 metra nawierzchni trawiastej poza liniami boiska. W Jastrzębiu jest bez wątpienia więcej! Są też inne zalecenia: zamontowanie plastikowych krzesełek na trybunie honorowej, rozdzielenia na mniejsze sektorów na trybunie centralnej czy zwiększenie mocy oświetlenia. Władze miasta początkowo dość chłodno podeszły do uwag PZPN-u.

Zalecenia są słuszne i trzeba je zrealizować. Nie może być tak, że podczas meczów podwyższonego ryzyka główna brama jest dla naszych kibiców wyłączona. Będziemy apelować do miasta, by wykonano roboty - mówi kierownik drużyny, Jan Śleziak. Zmiany na stadionie spowodują, że w innym sektorze zasiadać będą najwierniejsi sympatycy GKS Jastrzębie.


PZPN chyba ma jakieś uprzedzenia do naszego klubu. Pierwszym absurdem było karanie nas za wywieszanie flagi "Jastrzębie Hooligans" - do dziś zachodzę w głowę o co w tym wszystkim chodzi. Teraz bezsensowne zarzuty odnośnie wyłożenia trawy za bramkami (tak jakby tam jej nie było). Oświetlenie jest i działa bez zarzutu (a w Warszawie czy w Sosnowcu się nawet psuło), a wymogiem licencyjnym w drugiej lidze przecież i tak nie jest.
Poważniejsza sprawa to cały sektor dla gości. Tak naprawdę wielce sprawy to nie komplikuje, bo na stadionie oprócz bramy głównej dookoła stadionu mamy 3 inne bramy, główna bywa zamknięta ale nie utrudnia to organizacji. Zamiast walki z korupcją PZPN szuka dziury w całym. Oto Polska właśnie.

Co do tych nowych piłkarzy, to są oni dla mnie wielką niewiadomą, na razie gracze z niższych lig, jednak na plus fakt, że są wychowankami dość mocnych drużyn. Czytałem też, że odchodzą Sałek i Wojciechowski, czyli "Rambo" . Ten drugi może zostać wypożyczony do Kotwicy Kołobrzeg lub TKP Toruń. Po odejściu Rambo trzeba by koniecznie pozyskać napastnika, bo zostaliby nam jedynie Żbiku, Narwojsz i Rusinek.

Jako tako tylko w centrum

Obiekty w dzielnicach wołają o pomstę do nieba
Dworzec kolejowy w Rybniku jako jedyny w naszym regionie znajduje się w jurysdykcji osobnej spółki PKP, która zajmuje się wyłącznie dużymi dworcami w największych miastach. Okazały, może nawet reprezentacyjny, budynek jest w dobrym stanie. Jakiś czas temu odnowiono elewację, niedawno zakończono remont dachu i wymieniono rynny. Generalnie jednak z zewnątrz wygląda dużo lepiej niż od wewnątrz.
Główny hol nie zmienił się praktycznie od lat, no może poza oświetleniem. We względnie schludnej poczekalni, w której jest też kiosk, każde krzesło jest z innej parafii, co sprawia dość osobliwe wrażenie. Nie ma przechowalni bagażu, a toalety są czynne tylko od poniedziałku do soboty, od 6.30 do 19.30. Jedno z pomieszczeń stoi puste. Na przeszklonych drzwiach wisi karta z informacją, że to lokal do wynajęcia. Osobna wręcz część dworca to perony i łączące je podziemne przejście. Tu czas jakby się zatrzymał. Wszystko to wygląda tak samo 10 czy 20 lat temu. Najbardziej współczesne malowidła i napisy, którymi grafficiarze i kibice upstrzyli ściany. W dni powszednie zatrzymuje się tu 57 pociągów, którymi bez przesiadki można dojechać m.in. do Katowic, Krakowa, Warszawy, Świnoujścia czy Gdańska.

Ten zdewastowany obiekt w Piaskach kiedyś był perełką architektury.
Zniszczona perełka
Osobna, smutna niestety, historia to losy urokliwej stacji w dzielnicy Paruszowiec Piaski. Wybudowany ok. roku 1910 obiekt to prawdziwa perełka architektury kolejowej. Prowadzące na peron schody biegną w środku dużego nasypu, który zdobi efektowne wejście. Sam budynek stacji nie jest duży. Dziś to kompletna ruina, przyprawiająca pasażerów o dreszcze, bo przejście schodami na peron do przyjemnych nie należy. Co prawda świecą się tu o dziwo dwa sufitowe plafony, ale całość sprawia bardzo przykre wrażenie i pasażerowie muszą czuć się tutaj nieswojo. Stacja zaczęła popadać w ruinę, gdy PKP zlikwidowały kasę biletową, budynek faktycznie stracił wtedy gospodarza i pozostał pusty.
Andrzej Oświecimski, radny z tej dzielnicy, od lat koresponduje z katowickim Oddziałem Gospodarowania Nieruchomościami PKP w tej sprawie. Już w maju 2003 roku poinformowano go, że i budynek stacji, i dwa walące się tzw. budynki gospodarcze przeznaczone są do rozbiórki. Te drugie miały zniknąć w trybie pilnym. Minęły właśnie cztery lata i wciąż stoją, więc trudno zgadnąć, co dla PKP oznacza tryb pilny. Nieco inaczej ma się sprawa z budynkiem stacji, we wnętrzu której biegną schody i przejście na peron. Miała zostać rozebrana po znalezieniu tzw. alternatywnego rozwiązania. Do dziś nie wiadomo, czy przynajmniej udało się je wypracować.

Bez odpowiedzi
„Rada Dzielnicy Paruszowiec Piaski prosi o szybkie załatwienie sprawy likwidacji obiektów na przystanku osobowym w Paruszowcu. To problem przez szereg lat lekceważony przez kierownictwo PKP w Katowicach i w Rybniku. Aktualnie obiekty te stanowią zagrożenie dla ludzi i środowiska i szpecą wizerunek miasta” – napisał radny w swoim ostatnim piśmie z 23 kwietnia tego roku. Odpowiedzi nie doczekał się do dziś. O sprawie kolejowych ruder poinformował też powiatowego inspektora nadzoru budowlanego. Identycznie wygląda sprawa stacji w Rybniku Piaskach, odnośnie której wysłano dziesiątki pism, a kolejowa rudera jak straszyła, tak straszy.

Źródło: Nowiny- Tygodnik Regionalny

Witam wszystkich,

Poniżej przesyłam komunikat prasowy z ostatniej chwili dotyczący stacji nawodnej w Mikołajkach:

"Warszawa, 24.04.2008

KOMUNIKAT

PKN ORLEN informuje, iż stacja nawodna nr 4905 zlokalizowana w Mikołajkach nad jeziorem Mikołajskim nie zostanie uruchomiona z początkiem sezonu żeglarskiego 2008.

Koncern zaprasza swoich klientów do korzystania z pozostałych nawodnych stacji zlokalizowanych w poniższych punktach, które zostaną uruchomione 1 maja 2008 roku:

Nazwa miejscowości, Powiat, Kod Pocztowy, Ulica

Piękna Góra, giżycki, 11-500, Sailor
Giżycko, giżycki, 11-500, Nadbrzeżna 15
Sztynort, giżycki, 11-620, Tiga Marina
Węgorzewo, giżycki, 11-600, Braci Ejsmondów 3

A także do stacji naziemnych:

Nazwa Miejscowości, Powiat, Kod Pocztowy, Ulica

Prawdowo, mrągowski, 11-730
Ryn, giżycki, 11-520, Kopernika 35
Ruciane-Nida, piski, 12-220, Dworcowa
Giżycko, giżycki, 11-500, Białostocka
Giżycko, giżycki, 11-500, Al. 1 Maja 20
Mrągowo, mrągowski, 11-700, Skłodowskiej 1
Mrągowo, mrągowski, 11-700, Okulickiego 1

Zaistniałe utrudnienie jest wynikiem toczącego się postępowania administracyjnego mającego na celu uregulowanie prawnie skomplikowanej sytuacji tego obiektu. Do czasu zakończenia postępowania w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie stacja nawodna nr 4905 pozostanie zamknięta.

Decyzją Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Warszawie z dnia 13.02.2008 roku, utrzymującą w mocy decyzję Warmińsko – Mazurskiego Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Olsztynie z dnia 24.12.2007r, stwierdzono nieważność decyzji Starosty Mrągowskiego z dnia 30 maja 2003r. udzielającej pozwolenia na użytkowanie Punktu Sezonowego Zaopatrzenia Jednostek Pływających w Mikołajkach na części jez. Mikołajskiego.

Starosta Mrągowski na podstawie art. 59 ust. 1 i art. 82 ust. 2 ustawy z dnia 7 lipca 1994r. Prawo budowlane / jednolity tekst Dz. U. z 2000r. Nr 106 poz. 1126 ze zm./ po rozpatrzeniu wniosku PKN ORLEN jako organ właściwy decyzją z dnia 30 maja 2003r. udzielił pozwolenia na użytkowanie Punktu Sezonowego Zaopatrzenia Jednostek Pływających w Mikołajkach na części jez. Mikołajskiego. Wydanie decyzji o pozwoleniu na użytkowanie poprzedzało umorzenie przez Wojewódzkiego Inspektora Nadzoru Budowlanego w Olsztynie postępowania w sprawie samowoli budowlanej. Także Powiatowy Inspektor Nadzoru Budowlanego, mimo posiadanej wiedzy, nie wszczął postępowania nakazującego rozbiórkę Punktu Sezonowego Zaopatrzenia Jednostek Pływających w Mikołajkach

Organ wydający decyzję o pozwoleniu na użytkowanie był w posiadaniu przedłożonej przez Koncern inwentaryzacji powykonawczej przedmiotowego obiektu oraz ekspertyzy technicznej o stanie technicznym obiektu. Z ekspertyzy wynika, że stan techniczny obiektu jest bardzo dobry. Obiekt nadaje się do użytkowania, nie stanowi zagrożenia dla bezpieczeństwa osób oraz mienia i może być użytkowany zgodnie z przeznaczeniem.

Zgodnie z wymogami art. 56 ustawy Prawo budowlane inwestor zawiadomił również o zakończeniu robót i zamiarze przystąpienia do użytkowania Punktu Sezonowego Zaopatrzenia Jednostek Pływających w Mikołajkach organy, które z mocy przepisów szczególnych są uprawnione do zajmowania stanowiska w przedmiocie spełnienia wymagań higieniczno – sanitarnych, p.poż., bezpieczeństwa i higieny pracy oraz ochrony środowiska.

Zarówno Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej w Mrągowie postanowieniem z dnia 29.04.2003 roku, Okręgowy Inspektor Pracy w Olsztynie pismem z dnia 30.04.2003r, jak i Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Mrągowie decyzją z dnia 30.04.2003r nie wniosły sprzeciwu wobec zamiaru przystąpienia do użytkowania obiektu.

Biuro Prasowe
PKN ORLEN"


Ale wrómy do sprawy z początku topiku, bo ma następstwa.
http://www.pressmedia.com.pl/sn/wydarzenia/d2.asp?u_file=e.txt

Czy minister Ziobro pomoże Janinie Baszak?

Domu nie rozbiorę

CZUDEC. Janina Baszak z Czudca ma rozebrać dom, który odbudowała po pożarze. Jeżeli tego nie zrobi, nałożona zostanie na nią grzywna w wysokości ponad 40 tys. zł. Właścicielka budynku nie jest w stanie zapłacić takiej kwoty. Niewykluczone, że w sprawę zaangażuje się Zbigniew Ziobro, minister sprawiedliwości.

Jeszcze w 2000 roku spalił się drewniany dom Janiny Baszak. Ogień w 10 minut strawił ponad 100-letni budynek. Kobieta postanowiła go odbudować. Nie wiedziała jednak, że wymagane jest na to zezwolenie. Ponieważ nie uzyskała go, nadzór budowlany w Strzyżowie nakazał rozbiórkę dwóch trzecich domu, który odbudowała.

Dwa lata na rozebranie domu

Odbudowany dom ma ściany z pustaków i dach. Powiatowy inspektor nadzoru budowlanego Grzegorz Witek uznał, że to samowolka. W 2003 roku wydał decyzję o rozbiórce i nakazał zapłacić Janinie Baszak 40 tys. 585 zł i 66 groszy grzywny. Jednak ze względu na trudną sytuację materialną kobiety odkładał postępowanie egzekucyjne. W rezultacie rozpoczęło się ono dopiero w ubiegłym roku.

- Brak znajomości przepisów z mojej strony nie był spowodowany chęcią zysku. Nie było to też działanie umyślne - mówi zdenerwowana Janina Baszak. - Dla mnie 40 tysięcy złotych, które mam zapłacić, to niewyobrażalna kwota. Z czego mam to zapłacić? Co miesiąc dostaję 150 złotych zasiłku z opieki społecznej, 43 złote rodzinnego i 250 złotych z funduszu alimentacyjnego. Mam na utrzymaniu dwóch synów i córkę, a tylko jeden mój syn pracuje.

5 stycznia br. wniosła do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie za pośrednictwem głównego inspektora nadzoru budowlanego o zmianę postanowienia. Poprosiła o całkowite uchylenie obowiązku uiszczenia grzywny. Na razie nie otrzymała odpowiedzi. Wcześniej w wyniku zażalenia podkarpacki wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego wstrzymał wykonanie postępowania egzekucyjnego do 31 maja br.

Na razie nie wiadomo, jakie będą dalsze decyzje po upływie tego terminu. Jedno jest pewne, kobieta nie rozbierze budynku i nie zapłaci też grzywny. Absurdalne jest to, że gdyby rozebrała dom, dopiero wówczas mogłaby się starać o pozwolenie na odbudowę i po jej uzyskaniu... mogłaby postawić budynek. Może nawet dokładnie taki, jaki stoi w tej chwili.

- Znamy sytuację materialną kobiety - mówi Grzegorz Witek, powiatowy inspektor nadzoru budowlanego w Strzyżowie. - Dlatego nie śpieszyliśmy się z egzekwowaniem przepisów. Jednak musiałem zająć się tą sprawą, ale nie z urzędu, a na wniosek donosu sąsiada. Gdybym zlekceważył tę sprawę, to groziłyby mi konsekwencje dyscyplinarne. Byłby to z mojej strony grzech zaniedbania. Nie mogłem postąpić inaczej.

Pomoc od posła

Janina Baszak ma nadzieję, że rozbiórki uda się uniknąć. Może jej w tym pomóc podkarpacki poseł PiS, Marek Kuchciński. - Wystosowaliśmy pismo do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry - poinformowała Lucyna Podchalicz, dyrektor Biura Poselskiego Marka Kuchcińskiego w Przemyślu. - Może minister zrozumie wagę problemu.

Janina Baszak mieszka obecnie w tragicznych warunkach, w dwóch niewielkich pomieszczeniach przy targowisku, przekazanych przez gminę.

MARIUSZ ANDRES

****

Grzegorz Witek, powiatowy inspektor budowlany w Strzyżowie:

- Poinformowałem panią Janinę, że w ciągu siedmiu dni może się odwołać od mojej decyzji o konieczności rozbiórki domu do wojewódzkiego inspektora nadzoru budowlanego. Nie zrobiła tego, dlatego trzeba było rozpocząć postępowanie egzekucyjne. Nie mogłem postąpić inaczej, bo o samowolce poinformował nas jej sąsiad. Gdybym nie zadziałał, to groziłyby mi konsekwencje dyscyplinarne.

Super Nowości z dnia 03_02_2006

Targi ŚWIATŁO ZAKOŃCZONE

W ramach Targów „ŚWIATŁO 2008” zaprezentowało się ponad 100 firm polskich i zagranicznych. Na Targach prezentowane było m.in. oświetlenie mieszkaniowe, oświetlenie dekoracyjne a także oświetlenie dla biur i administracji. Jednym z głównych tematów Targów ŚWIATŁO 2008 było oświetlenie obiektów sportowych. W związku z tym na Hali nr 1 powstało specjalnie oświetlone mini-boisko do gry w piłkę nożną, na którym odbył się Międzyszkolny Turniej Piłki Nożnej. Każdego dnia Targów w godzinach 11:00 – 12:00 na tym boisku właśnie rozgrywały się mecze pomiędzy uczniami szkół podstawowych z Woli.

Wśród imprez, Najlepiej Rozwijającą się Firmę w sektorze MSP, Najlepszy Wyrób Targów czy Najlepsze Stoisko organizatorzy przygotowali wiele innych ciekawych szkoleń, warsztatów i konferencji z udziałem uznanych autorytetów zarówno z branży oświetleniowej, jak i elektrotechnicznej i energetycznej.
Niewątpliwym wydarzeniem podczas lutowej edycji był cykl szkoleń organizowany wspólnie z Polską Izbą Inżynierów Budownictwa przeznaczony dla inżynierów i techników elektryków. W każdy dzień targów obywało się jedno bądź dwa szkolenia. Podczas tych spotkań przedstawiona została zarówno problematyka nowoczesnych instalacji elektrycznych, jak i zagadnienia związane z zadaniami kierownika budowy i inspektora nadzoru w procesie budowlanym. W szkoleniach dla inżynierów elektryków uczestniczyło ponad 800 osób!

Konkursy na Najlepszy Wyrów Targów oraz na Najlepszą Firmę Sektora Małych i Średnich Przedsiębiorstw.
W tym roku Nagrodę Główną Targów ufundowaną przez Prezydenta Lecha Wałęsę zdobyła firma Elgis Garbatka za latarnię oświetleniową typu SPN-0/3/OP-95. Firma ta otrzymała również drugą nagrodę Targów ELEKTROTECHNIKA za rozłącznik napowietrzny RNKP S III Sp. 24/4. Wśród nagrodzonych były także firma Osram za diody elektroluminescencyjne LED COINLight OSTARi (pierwsze miejsce Targów ŚWIAŁO) oraz firma ELEKTROBUD S.A. za inteligentne centrum zarządzania energią (pierwsze miejsce Targów ELEKTROTECHNIKA

Nagrodę Ministra Gospodarki w Konkursie Ministerstwa Gospodarki na „Na Najlepiej rozwijającą się firmę w sektorze MSP w branży oświetleniowej i elektrotechnicznej biorącą udział w targach ŚWIATŁO 2008 i targach ELEKTROTECHNIKA 2008 otrzymała firma RADPOL.
Wyróżnienia w tym konkursie odebrały także firmy: ART METAL, ROSA i KARKO.

W ramach lutowych Targów ŚWIATŁO ogłoszona została druga edycja konkursu dla studentów i młodych projektantów „ŚWIATŁO DLA…”. Celem konkursu jest wyłonienie i wypromowanie młodych, utalentowanych ludzi, którzy w swoich pracach zaprezentują nietuzinkowe podejście do światła i opraw oświetleniowych. W zgłoszonych na konkurs pracach należy zastosować diody LED umieszczone na kartach katalogowych firmy OSRAM.
Dla trzech najciekawszych projektów przewidziane są nagrody pieniężne. Dodatkowo projekty finalistów zostaną zaprezentowane szerokiej publiczności podczas XVII Międzynarodowych Targów ŚWIATŁO 2009, organizowanych w Warszawie pod koniec marca 2009. Młodzi projektanci będą mieli zatem niepowtarzalną okazję do nawiązania kontaktów z polskimi i zagranicznymi producentami oświetlenia.
Prace laureatów z poprzedniej edycji konkursu można było obejrzeć na specjalnie przygotowanej wystawie na Targach ŚWIATŁO 2008. Więcej na temat konkursu na stronie www.swiatlodla.pl

Nowy odcinek autostrady A2 do rozbiórki?

Marcin Kwintkiewicz, Tomasz Patora 07-03-2006 , ostatnia aktualizacja 06-03-2006 21:57

Nad zbudowanym właśnie odcinkiem autostrady A2 z Emilii pod Łodzią wisi widmo rozbiórki - ustaliła "Gazeta"

Warta ponad 100 mln euro trasa jest częścią największej w Polsce inwestycji drogowej finansowanej przez Unię Europejską. Jak ustaliliśmy, policjanci z łódzkiego Centralnego Biura Śledczego dostali jesienią sygnał, że na budowanym odcinku autostrady A2 z podłódzkiej Emilii do Dąbia (ok. 40 km) położono pod asfaltem złą papę zabezpieczającą mosty przed wodą.

Jednocześnie kontrolę na budowie A2 przeprowadzili urzędnicy z Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Łodzi. Zabrali do badań dwie próbki papy, które miały trafić na dwa wiadukty. Próbki zbadało Laboratorium Polskiego Centrum Badań i Certyfikacji z Gdańska. Eksperci stwierdzili, że żadna z badanych pap nie powinna trafić na autostradę.

Według normy papa musi wytrzymywać temperaturę -20 st., natomiast te przywiezione z budowy pękały nawet w temperaturze -5 st. W praktyce oznacza to, że gdy przyjdzie zima, woda może wnikać do asfaltu i jako lód rozsadzać go od środka. Wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego podpisał 20 stycznia decyzję o wycofaniu papy z obrotu. Jednak do tego czasu papę położono już na wszystkich mostach, a A2 ma być w czerwcu oddana do użytku.

Łódzki odcinek A2 buduje na zlecenie Generalnej Dyrekcji Dróg i Autostrad konsorcjum Budimex-Dromex. Papę dała łódzka spółka z o.o Tegola Polonia ltd., która wygrała przetarg i sprowadziła towar z Włoch. Teraz Tegola odwołała się od decyzji łódzkiego inspektora do Głównego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Warszawie. - Firma kwestionuje decyzję, ale nie przedstawiła żadnej ekspertyzy, która podważałaby nasze ustalenia - informuje Zbigniew Maciejewski, wojewódzki inspektor nadzoru budowlanego w Łodzi. Decyzja GINB zapadnie prawdopodobnie w ciągu miesiąca.

Według naszych informacji z ocen CBŚ, które bada sprawę, wynika, że:

• dopuszczenie autostrady z wadliwą papą do ruchu może spowodować zagrożenie katastrofą drogową przez nagłe popękanie asfaltu na jezdni; • konieczność wymiany nawierzchni na wszystkich kilkudziesięciu mostach naraziłaby skarb państwa na olbrzymie straty m.in. z powodu możliwych kar za niewłaściwe wykorzystanie pieniędzy unijnych. Cały odcinek Emilia - Dąbie kosztuje ponad 100 mln euro, z czego aż 85 proc. płaci Unia Europejska.

Policjanci CBŚ na razie nie przedstawili nikomu zarzutu popełnienia przestępstwa. Podinspektor Zbigniew Matwiej, rzecznik komendanta głównego policji: - Mogę tylko potwierdzić, że CBŚ bada sprawę wadliwych materiałów, które mogły być użyte w czasie budowy nowego odcinka A2.

- Skąd panowie wiedzą o sprawie papy? - dziwi się Piotr Palmowski z Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Łodzi, ale przyznaje: - O wynikach kontroli dowiedzieliśmy się, gdy na wszystkich mostach i wiaduktach wylaliśmy już na papę asfalt. W sumie produkt Tegoli leży na 33 wiaduktach. Jeśli główny inspektor nadzoru utrzyma decyzję o wycofaniu papy z rynku, konsorcjum Budimex-Dromex na swój koszt będzie musiało zerwać nawierzchnię na mostach i położyć nową. Zażądamy tego na podstawie gwarancji.

Nikt nie próbował do tej pory oszacować kosztu wymiany nawierzchni na 33 mostach. Byłoby to z pewnością wiele milionów euro.

Jan Zaborowski, dyrektor kontraktu na A2 z Budimeksu, nie wyobraża sobie zdejmowania gotowej nawierzchni z autostrady. - To byłaby strata olbrzymich pieniędzy. A papa jest moim zdaniem aż za dobra na polskie warunki.

Renata Gruszczyńska, prezes firmy Tegola Polonia, twierdzi, że papa na A2 spełnia wszystkie normy. Jej zdaniem ekspertyza z Gdańska "była nieporozumieniem" i zamierza to udowodnić w Głównym Inspektoracie Nadzoru. - Czekam na wyniki zamówionej przez nas opinii innego instytutu - zapowiada.

Co dalej z łódzkim odcinkiem A2? Zbigniew Maciejewski, łódzki inspektor nadzoru budowlanego: - Póki sprawa nie zostanie wyjaśniona, inwestor nie dostanie pozwolenia na otwarcie autostrady. Jeśli odwołanie Tegoli zostanie odrzucone, przed otwarciem pobierzemy do badań próbki gotowej nawierzchni autostrady ze wszystkich mostów. Biegli ocenią, na ile wadliwa papa wpływa na jakość drogi i bezpieczeństwo podróżnych.

http://www.zw.com.pl/artykul/2,296887_Drogowy__zajazd__w_Legionowie.html

Drogowy ‼zajazd‶ w Legionowie
Konrad Majszyk 14-10-2008, ostatnia aktualizacja 14-10-2008 21:24

13 policjantów, dwóch strażników miejskich, egzekutor, drwale i operatorzy buldożerów siłą zajęli działkę w Legionowie. Stanie na niej drugi wiadukt na wylotówce ze stolicy na Mazury.



Warszawska 14 w Legionowie: otoczony świerkami 200-metrowy dom. Rodzina Kowalewskich mieszka tu od 1960 r. Tuż obok od miesięcy trwa na wylotówce na Mazury budowa wiaduktu , który urywa się... na granicy działki. Wczoraj o godz. 10 przed domem zrobiło się niebiesko od radiowozów i policyjnych mundurów.

– Złodzieje, kradniecie moją własność! – krzyczał właściciel nieruchomości Andrzej Kowalewski, wymachując plikiem sądowych wyroków. – Zajmujemy teren, proszę zabrać stąd kamery – mówiła zdenerwowana egzekutor Katarzyna Szulc na widok operatorów telewizyjnych.

Drogowcom puściły nerwy

Bez tej działki Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad nie jest w stanie skończyć wartej 85 mln zł budowy nowego wiaduktu w środku Legionowa – newralgicznego elementu drogi nr 61. Drogowcy wspólnie z wojewodą postanowili zająć siłą 600 mkw. działki. To jedna czwarta terenu Kowalewskich: większość ogrodu i nieczynny sklepik z towarami motoryzacyjnymi.

Wydarzenia toczą się błyskawicznie. Zdenerwowany Kowalewski zamyka bramę. Wtedy na polecenie egzekutora ślusarz piłuje kłódkę. Po chwili strumień policjantów, urzędników i geodetów wlewa się do ogrodu. Emocje sięgają zenitu. W powietrzu fruwają niewybredne słowa. Gapie robią zdjęcia komórkami. Policyjny operator filmuje zajście z góry – z budowanego wiaduktu.

– Helikopter tu jeszcze ściągnijcie! – krzyczy 24-letni Damian Kowalewski. – Wiadukt będzie osiem metrów od okien. Jest pan z siebie zadowolony? – pyta kierownika robót.

– Jestem wykonawcą, nie projektantem. A ten wiadukt jest potrzebny – brzmi sucha odpowiedź.

Geodeci sprawnie wyznaczają potrzebny fragment działki i grodzą go taśmą. Po godz. 11.30 do akcji wkraczają drwale z piłami spalinowymi. Jedno po drugim padają drzewa – w tym dorodne tuje i 15-metrowe świerki. Trwa demontaż ogrodzenia. Na działkę wjeżdżają buldożery. Po południu z pawilonu po sklepie jest już tylko sterta gruzu. Prace trwają do wieczora.

Superbroń: specustawa

Bezskuteczne próby wykupu gruntu przez Urząd Wojewódzki i GDDKiA trwały od pięciu lat. Właściciele stawiali warunki: albo cały grunt albo nic i dyktowali astronomiczną cenę. Wreszcie urzędnicy skorzystali ze skrojonej na potrzeby Euro 2012 drogowej specustawy. Umożliwia ona przejęcie terenu pod ‼inwestycję celu publicznego‶ bez zgody właściciela. Rzeczoznawca określa odszkodowanie. Właściciel może go nie zaakceptować, ale proces o wysokość nie wstrzymuje jednak inwestycji.

– Nie będę się szarpał z policją, ale nie odpuszczę. Urzędnicy dopuścili się fałszowania dokumentów. Nie respektują wyroków sądowych – twierdzi Andrzej Kowalewski.

Na potwierdzenie pokazuje orzeczenie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego z sierpnia. Sąd uchyla decyzję Głównego Inspektora Nadzoru Budowlanego dotyczącą pozwolenia na budowę drogi z 2007 roku.

W odpowiedzi rzeczniczka mazowieckiej GGDKiA Małgorzata Tarnowska wyciąga ekspertyzę pracującego dla jej instytucji radcy prawnego. Wynika z niej, że GINB musi jeszcze raz rozpoznać odwołanie właściciela, natomiast wydane przez wojewodę pozwolenie na budowę pozostaje w mocy.

– Ta decyzja jest ostateczna i prawomocna – mówi ‼ŻW‶ wojewoda Mazowsza Jacek Kozłowski. – Pan Kowalewski chwyta się każdej możliwości. Zgłosił np. zawiadomienie do CBA w sprawie rzekomego wzięcia łapówki przez mojego urzędnika – ujawnia.

Według wojewody Kozłowskiego, wiadukt w Legionowie to sprawa z tej samej serii co dom rodziny Gmurków, który blokuje ul. Powstańców Ślaskich czy autokomis wstrzymujący zakończenie budowy przy Płowieckiej. Bez przejęcia gruntów siłą inwestycji nie da się dokończyć.

Andrzej Kowalewski zapowiada serię procesów przed sądem administracyjnym. Dziś chce złożyć zawiadomienie do prokuratury o nielegalnym zajęciu gruntu.

GDDKiA obiecywała, że szeroki przejazd przez Legionowo powstanie w 2007 roku – razem z obwodnicą Jabłonny.

Ze specustawy drogowcy skorzystali m.in. budując obwodnicę Grójca i Jabłonny oraz poszerzając ul. Modlińskiej.
Życie Warszawy

Od pięciu lat warszawska dyskoteka Labirynt działa nielegalnie. Miejscy
urzędnicy są bezsilni, a policjanci i strażacy wolą tam nie zaglądać

Właściciele nie wpuszczają do Labiryntu na Smolnej policji, Straży
Miejskiej, urzędowych kontrolerów. Kolejni prezydenci Warszawy są bezradni.
Choć w klubie króluje plastikowy luksus, lokal ma coś z atmosfery czasów
prohibicji w USA. W środku nielegalny alkohol leje się strumieniami, a
przechadzający się na zewnątrz policjanci udają, że nic nie wiedzą.

Włodzimierz Frenkiel to były działacz ZHP, wieloletni pracownik Orbisu,
który w latach 90. zapragnął stworzyć w stolicy rozrywkowe imperium. Piotr
to jego syn. Obydwaj znani są z tego, że nie zdradzają, skąd mieli
pieniądze na inwestycje, oraz z tego, że gdy popiją, lubią sobie postrzelać
ostrą amunicją. Na wakacjach w Piszu mieli we krwi po 2 promile, kiedy
policjanci odebrali im dwa pistolety, z których - jak pisała prasa -
zdążyli wystrzelać na oślep ponad 100 pocisków.

Obydwaj zaprzeczają, jakoby cokolwiek łączyło ich z warszawskimi gangami.
Ale kiedy w ich innej dyskotece Kontiki wybuchła bomba, cudem obeszło się
bez ofiar śmiertelnych. Rywalizujący gangsterzy prawdopodobnie ulitowali
się nad wielbicielami disco z Labiryntu. Gdyby ładunek eksplodował w
zatłoczonej dyskotece na Smolnej, rozpętałoby się piekło. Tak przynajmniej
twierdzą strażacy, którzy przeprowadzali inspekcję w klubie, kiedy nie bali
się jeszcze tam wchodzić.

Miejscy kontrolerzy tropiący nielegalny wyszynk i łamanie innych przepisów
też nie lubią przychodzić z inspekcjami do Labiryntu. Zwłaszcza w zimie. W
najlepszym razie ochrona zatrzaśnie im drzwi przed nosem, wtedy muszą
odstać kwadrans na mrozie. Bramkarze potrafią być jednak dla urzędników
bardzo nieprzyjemni. Ostatnio dzięki fortelowi udało się przedostać do
środka dyrekcji Biura Bezpieczeństwa Warszawy. Tak rozwścieczyło to
ochronę, że zamknęła urzędników w jednym z pomieszczeń. Nie chciała ich
uwolnić nawet wtedy, kiedy przybyła wezwana przez uwięzionych policja.
Kontrolerzy odzyskali wolność, gdy na miejsce dotarły posiłki ze
śródmiejskim komendantem na czele. Na koniec awantury Frenklowie
postraszyli urzędników prokuraturą twierdząc, że nie życzą sobie
nachodzenia bez uprzedzenia.

Jednym z uwięzionych urzędników był Lucjan Bełza, szef Biura Bezpieczeństwa
Warszawy. To on czuwa nad tym, żeby w mieście nie było nielegalnych
gorzelni, domów publicznych i restauracji. Kiedy w ekipie Lecha
Kaczyńskiego obejmował stanowisko, miał być jednym z szeryfów bezlitośnie
wymierzających sprawiedliwość. Wielu warszawiaków myślało, że tym razem
Włodzimierz Frenkiel zamknie interes, a może nawet pójdzie do więzienia.
Dziś dyrektor Bełza wypowiada się o Frenklach z ogromną ostrożnością. - W
sprawie nielegalnej dyskoteki Labirynt miasto musi się bardzo liczyć ze
słowami - mówi Bełza. - Wykorzystają każde słowo i jeszcze wygrają sprawę w
sądzie.

To nie wieś

Wszystko zaczęło się w 1998 roku. Włodzimierz i Piotr Frenklowie prowadzili
dwa lokale, ale prawdziwą sławę miał im przynieść Labirynt - do dziś jeden
z największych kombinatów muzyki i tańca w mieście. Urządzono go w
przedwojennej kamienicy stojącej w urokliwej cichej uliczce w ścisłym
centrum Warszawy. Frenklowie wyburzyli trochę ścian w piwnicy i zrobili
kilkupoziomową dyskotekę na dwa tysiące osób - cztery parkiety, labirynty
korytarzy, różne rodzaje muzyki, kręgielnia, akwaria w ścianach i kipiące
zielenią wodospady.

Przeróbka zabytkowej kamienicy odbyła się bez ważnych pozwoleń na budowę. -
Zaczęło się od kucia i młotów pneumatycznych, próby głośników, ale to można
było wytrzymać - mówi mieszkająca w sąsiedztwie 65-letnia Mirosława
Cholecka. Szok przeżyła - wraz z kilkudziesięcioma innymi rodzinami - w
dniu otwarcia. Kiedy ryknęła muzyka, w mieszkaniach trzech sąsiadujących z
klubem kamienic nawet popielniczki zaczęły podrygiwać na stole. Cichło
dopiero o świcie.

Spokojne dotąd kamienice zamieniły się w piekło. - Najgorzej mają ludzie
spod "dziesiątki", gdzie przy niższych tonach trzeba chwytać szklanki, żeby
nie spadały na ziemię - mówi Tomasz Kwiatkowski, szef miejscowej wspólnoty
mieszkaniowej. - W weekendy wielu z nas jest w stanie się zdrzemnąć dopiero
przed 5 nad ranem i to wyłącznie z zatyczkami w uszach.
Po trzech latach wkładania plastikowych stoperów niektórym zaczęły ropieć
uszy, innym wdał się ostry stan zapalny połączony ze znacznym pogorszeniem
słuchu. Po pięciu latach większość lokatorów jest uzależniona od środków
nasennych. Ci, którzy mogą, wynoszą się na weekendy z domu, pozostali muszą
do rana "bawić się" z kilkusetosobowym tłumem.

- Ktoś, kto mieszka w Warszawie, musi się liczyć z tym, że to nie jest
wieś - tłumaczył się w prasie Włodzimierz Frenkiel. Mieszkańcom
proponował - jak twierdzą - wyprowadzkę na przedmieścia.

Wyrok na papierze

Na początku sprawa nie wyglądała poważnie - Frenklowie zbudowali dyskotekę,
nie mając podstawowych pozwoleń, więc zaraz powinni zostać z lokalu
wyrzuceni. Przeprowadzone pomiary hałasu udowodniły przekroczenie granic, a
wydział architektury nakazał natychmiastową rozbiórkę i przywrócenie
poprzedniego stanu. Od tego jednak momentu Frenklowie zaskarżali decyzje
wszystkich urzędów dotyczące ich lokalu. W przerwach między jedną huczną
imprezą a drugą skarżyli decyzje miejskiego architekta, wojewody,
prezydenta, inspektorów budowlanych, a gdy ich zaskarżenia były odrzucane,
kierowali każdą sprawę do sądu. W sądzie potrafili wygrać na przykład tylko
dlatego, że adresując jeden z oficjalnych listów urzędniczka magistratu
pomyliła numer mieszkania.

Wydawało się, że po dwóch latach sprawę zamknie wyrok Naczelnego Sądu
Administracyjnego przesądzający, że najsłynniejszą w Warszawie samowolę
budowlaną należy jak najszybciej rozebrać. Od orzeczeń NSA nie można już
nigdzie się odwołać.

- Rozbieramy Labirynt - zapewniał wicestarosta Jerzy Hertel. - W razie
problemów wkroczy policja - ostrzegał ówczesny prezydent miasta Paweł
Piskorski. - Osobiście uzgodnię to z komendantem.

Tymczasem egzekucja sądowego wyroku została niespodziewanie spowolniona w
labiryncie urzędowych korytarzy. Najpierw, nie wiedzieć czemu, powiatowy
inspektor nadzoru budowlanego wyjął tę sprawę z wielkiego stosu podobnych i
przekazał do inspektora wojewódzkiego. Z odpowiednim opóźnieniem ten
przesłał dokumenty do głównego inspektora budowlanego. Wykonanie wyroku
sądowego, czyli siłowe wyrzucenie Frenklów z budynku, stało się problemem
na skalę ogólnopolską, nikt nie chciał tego zrobić i sprawa utknęła w
MSWiA.

Tymczasem lokal zaczął słynąć również z tego, że oprócz młodzieży zaczęli
się tam zjawiać także warszawscy radni, zwłaszcza że właściciele klubu
oficjalnie wysyłali im stałe karty wstępu. - Najpierw przemykali się
chyłkiem, pojedynczo - mówi Mirosława Cholecka, z której okien widać
wejście do Labiryntu. - Potem bezczelnie rozpychali się łokciami w kolejce
do wąskiej bramki. Niektórzy wchodzili z żonami, kochankami, przyjaciółmi.

W lokalu lubili się też bawić wysocy urzędnicy warszawskiego ratusza i
politycy różnych opcji. Paparazzi wytropili tam między innymi Dariusza
Janasa, gdy był rzecznikiem warszawskiej policji, w towarzystwie byłego
prezydenckiego ministra Mieczysława Wachowskiego. Jeden z dyrektorów
dzielnicy Śródmieście, Maciej Kozłowski, który z przyjaciółmi do białego
rana bawił się na zabawie sylwestrowej, sprzeciwiał się zamknięciu
nielegalnego lokalu tłumacząc "Gazecie Wyborczej", że "miasto popiera
rozrywkę i nie może być tak, że przez protesty mieszkańców nie można bawić
się w Śródmieściu".

Zatrudnionym przez Frenklów prawnikom udało się do tego stopnia wykorzystać
nielogiczności i gmatwaninę przepisów administracyjnych, że egzekucja
wyroku NSA została sparaliżowana na dobre. Dyrektorzy w ratuszu i w
urzędzie wojewody byli coraz bardziej bezradni.

Ponieważ przerobiony na dziko lokal z łatwo palnymi wnętrzami i z jednym
malutkim wejściem w razie zaprószenia ognia stałby się dla tysiąca
tańczących masowym grobowcem, dyskotekę mogłaby zamknąć choćby straż
pożarna. Ale strażacy nie wiedzą, kto pierwszy powinien wydać negatywną
opinię - inspektor budowlany czy oni, więc na wszelki wypadek nie chcą się
nawet pojawiać w klubie.

Symboliczna grzywna

Paweł Piskorski był pierwszym prezydentem Warszawy, który oficjalnie
oświadczył, że miejskie urzędy wyczerpały wszystkie możliwości i na skutek
bałaganu w przepisach miasto nie ma formalnej możliwości poradzenia sobie z
problemem Labiryntu. Klub, choć nielegalny, działa i władza musi się z tym
pogodzić.

Zdziwienie okolicznych lokatorów było tym większe, że w dyskotece zaczęto
jawnie - choć bez pozwolenia - sprzedawać alkohol. Nikt w ratuszu nie jest
w stanie wytłumaczyć, dlaczego policja ani Straż Miejska nie konfiskują
trefnego towaru. Jedyna taka akcja została przeprowadzona w zeszłym roku.
Policja zarekwirowała 70 litrów alkoholi wysokoprocentowych i 700 litrów
piwa. Sprzedawany bez koncesji alkohol policjanci wynosili od wieczora do
trzeciej nad ranem. Frenklowie stracili kilkaset tysięcy złotych. Ale
kolejnych kontroli już nie było. Naczelnik miejskiego wydziału
odpowiadającego za wydawanie zezwoleń na handel alkoholem Joanna Tymińska
tłumaczyła prasie, że ponieważ lokal i tak będzie działał, nie ma sensu
codziennie rekwirować mu alkohol. Co więcej, okazało się, że nielegalnie
sprzedawany alkohol obsługa rozcieńcza wodą z kranu - podejrzenia klientów
potwierdziła Państwowa Inspekcja Handlowa podczas ...

więcej »